Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
630 postów 1671 komentarzy

krzysztofjaw

krzysztofjaw - Właściwie: Krzysztof Jaworucki. KONSERWATYSTA W IDEI I WARTOŚCIACH ŻYCIOWYCH, KONSERWATYWNY LIBERAŁ W GOSPODARCE. EKONOMISTA I FINANSISTA. PATRON DUCHOWY: BŁ. JERZY POPIEŁUSZKO, AUTORYTET MORALNO-ETYCZNY: ŚW. JAN PAWEŁ II, MENTOR POLITYCZNY: E. B

Europejskie dotacje i polskie długi. Historia uzależnienia.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dlatego realną naprawę UE należałoby rozpocząć właśnie od deregulacji życia gospodarczego. Ale na to nigdy nie zgodzą się unijni władcy z Berlina i Paryża

Co jakiś czas piszę o Unii Europejskiej i jej zbawiennego wpływu dla Polski. Dotyczy to przede wszystkim kwestii ideologicznych, fatalnego jej kierunku rozwoju w stronę Jednego Państwa Europa, ale też poszukuję informacji na temat wyimaginowanych korzyści z tzw. dotacji unijnych [1].
 
Jedną z ciekawszych pozycji książkowych opisujących korzyści lub straty gospodarcze jest książka Pana T. Cukiernika z 2015 roku pt.: "Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa" (2015). Zresztą bardzo cenię autora nie tylko ze względu na tę książkę, ale też jego bieżące komentarze na swoim blogu [2]. Szczerze polecam.
 
Pod koniec kwietnia tegoż roku na portalu pch24.pl T. Cukiernik przedstawił swój krótki artykuł pod tytułem takim jak tytuł mojej notki [3].
 
Szczerze powiedziawszy, mimo, że śledzę publikacje autora, ten jakoś przeoczyłem. Dlatego też - co robię bardzo rzadko - postanowiłem go w niniejszym poście przedstawić w całości. Tym bardziej, że naprawdę jest pouczający i rozwiewający niektóre mity narosłe wokół tzw. pomocy unijnej.
 
------------------------------------------------
 
1 maja mija 15 lat od przystąpienia Polski do niemiecko-francuskiego projektu politycznego nazywanego Unią Europejską. Czy pod względem gospodarczym to dobrze wykorzystany czas dla Polski?
 
Zacznijmy od unijnych dotacji, bo jest to temat najbardziej nośny i mamy tu do czynienia z największymi manipulacjami. Z informacji Ministerstwa Finansów wynika, że w ciągu 14 lat i 11 miesięcy (do końca marca 2019 roku) transfery finansowe z Unii Europejskiej do Polski wyniosły 163,7 mld euro. Z kolei polskie wpłaty oraz zwroty środków do budżetu UE sięgnęły w tym okresie sumy 53,9 mld euro. Oznacza to, że Polska „zyskała” 109,8 mld euro, czyli za każde wpłacone euro otrzymaliśmy 3 euro. Jednym słowem, składka to 1/3 wartości dotacji unijnych. Na przeciętnego Polaka przypadło do zapłaty przez ten cały okres około 6 tys. zł. Niestety, nie są to wszystkie koszty po stronie polskiej.
 
Dotacje generują koszty
 
Do tego należy doliczyć gigantyczne koszty biurokratyczne zarówno związane z rozdysponowywaniem, jak i absorpcją unijnych pieniędzy. Powstał cały przemysł zajmujący się pisaniem wniosków o unijne dotacje, opłacany nie tylko przez beneficjentów tych środków, ale również przez niedoszłych beneficjentów, którzy stracili mnóstwo czasu, pieniędzy i wysiłków na ubieganie się o dotacje, których ostatecznie nie dostali. Z różnych powodów wiele podmiotów musiało też zwracać otrzymane wcześniej pieniądze. Ponadto w związku z braniem dotacji konieczne jest prefinansowanie i współfinansowanie projektów, które często kosztują znacznie więcej tylko dlatego, że są dotowane. Unia wymaga także brania kredytów, za co też trzeba przecież płacić odsetkami.
 
Ale unijne fundusze generują także koszty innego rodzaju. Po pierwsze, dotacje są rodzajem ingerencji w rynek, co powoduje, że całe branże przechodzą w sektora prywatnego „pod opiekę” urzędniczą, jak np. szkolenia. I w efekcie to urzędnik, a nie klient decyduje co jest realizowane. Czasami są to całkowicie niepotrzebne rzeczy, jak absurdalne systemy kolejkowe w służbie zdrowia, które psują się po kilku dniach od zainstalowania. Po drugie, z powodu czekania na kwestie formalne i na wypłatę beneficjenci są zmuszeni do przesuwania inwestycji w czasie. Po trzecie, dotacje stanowią nieuczciwą konkurencję beneficjentów wobec firm, które ich nie biorą. Po czwarte, dotacje są zaproszeniem do malwersacji finansowych i nieuczciwego wyłudzania pieniędzy, z czym nagminnie mamy do czynienia nie tylko w przypadku wypłat realizowanych przez ARiMR. Po piąte, przy okazji brania dotacji jest całe mnóstwo regulacji, które mogą położyć niejedną firmę, np. w przypadku dotacji na budowę sieci światłowodowych.
 
Podobne argumenty można wymieniać w nieskończoność. Dlatego – jak podsumowuje europoseł Ryszard Czarnecki – jest to często postawienie na głowie strategii inwestycyjnej, bo robi się strategię pod to, na co Unia może dać pieniądze, a nie pod to, co jest rzeczywiście potrzebne z punktu widzenia mieszkańców. W tym zakresie europoseł chwali działania premiera Węgier Wiktora Orbana. Jemu Bruksela wycofała wsparcie dla szeregu inwestycji, na które wcześniej wydała zgodę. Wtedy premier Orban pokazał, że to samo można zrobić w 100% jako państwo węgierskie i propagandowych tabliczek unijnych nie stawiać…
 
Rośnie handel, inwestycje i… długi
 
Ale Unia Europejska to nie tylko dotacje. To przede wszystkim wspólny rynek (wolny przepływ towarów, usług i kapitału) z ponad 500 milionami konsumentów, co daje przedsiębiorcom olbrzymie pole do rozwoju swojej działalności. Handel zawsze jest korzystny dla obu stron. Według danych Eurostatu, polski eksport zwiększył się z 47,5 mld euro w 2003 roku (ostatni cały rok przed wejściem do UE) do 220,7 mld euro w 2018 roku, czyli o 365%, a import w tym czasie wzrósł z 60,3 mld euro do 225,7 mld euro, czyli o 274%. Jednak dla pełniejszego obrazu należy dodać, że według danych GUS, łączny deficyt w wymianie handlowej Polski w latach 2004-2018 wyniósł ponad 131 mld euro.
 
Po wejściu do Unii Europejskiej mocno wzrosły także inwestycje zagraniczne w Polsce, ale również polskie inwestycje poza granicami kraju, głównie w UE i Szwajcarii. Jednak w rezultacie nierównowagi obu tych trendów ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna Polski netto, która oznacza, że Polska jest dłużnikiem netto w stosunku do zagranicy, bardzo się pogłębiła. Według danych NBP, w 2003 roku wyniosła ona minus 74,5 mld euro (38,9% PKB), a w 2017 roku – już minus 290,8 mld euro (61,2% PKB).
 
Jeszcze gorzej jest z finansami publicznymi. Nie ulega wątpliwości, że polityka unijna zachęca do zadłużania się, co rządy skrzętnie wykorzystują, by lepiej wypaść w oczach wyborców. I tak dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, który w 2003 roku wynosił – zgodnie z danymi GUS – 394,1 mld zł, w 2018 roku przekroczył już kwotę 1034,3 mld zł. Stało się to mimo wyprowadzenia 150 mld zł z OFE i różnych sztuczek księgowych Ministerstwa Finansów m.in. wyłączających ze statystyk zadłużenie niektórych instytucji publicznych. A pamiętajmy, że gdyby nie członkostwo w UE, luka w VAT w ogóle nie byłaby możliwa. W tym czasie – według NBP – zadłużenie zagraniczne Polski wzrosło z 85 mld euro w 2003 roku do 312 mld euro w 2017 roku, czyli o 267%. Rekordem jest natomiast wzrost długu samorządów, co bezpośrednio wiąże się z realizacją projektów współfinanowanych przez UE. Otóż zadłużenie to w latach 2003-2018 wzrosło o niemal 370%!
 
Regulacje najbardziej szkodliwe
 
Jednak wydaje się, że największy koszt członkostwa Polski w Unii Europejskiej generowany jest przez konieczność przestrzegania unijnych regulacji. To efekt „ciężkiej pracy” tysięcy, różnej maści i proweniencji, lobbystów, którzy w ten sposób deformują unijny rynek w kierunku pożądanym przez swoich zleceniodawców, a na szkodę unijnych gospodarek i mieszkańców kontynentu.
 
„Sprawozdawczość, nowe normy, regulacje, biurokracja, więcej kontroli, nowe organy nadzoru, kary, utrudnienia, komplikacje, większa inwigilacja…” – europoseł Dobromir Sośnierz wymienia, co można znaleźć w jednym ze sprawozdań Parlamentu Europejskiego. Wymuszona unijnymi regulacjami konieczność montowania coraz nowszych systemów i normy emisyjne w samochodach powodują stopniowy wzrost ich cen. A skrajnie szkodliwym przykładem jest unijna polityka energetyczno-klimatyczna, która już niedługo po likwidacji „darmowego” przydziału praw do emisji CO2 będzie kosztowała Polskę grube miliardy. Przy niej stopniowe rugowanie ziół przez Brukselę jest mało istotnym szczegółem. Dlatego UE – zdaniem także europosła Sośnierza, który wytyka unijnym instytucjom arogancję i zarozumialstwo – tworząc zbyt wiele przepisów, jest zagrożeniem nie tylko dla wolnego rynku, ale także dla wolności obywateli.
 
W 2017 roku funkcjonowało aż 1076 dyrektyw dotyczących jednolitego rynku. Günter Verheugen, były unijny komisarz ds. przemysłu i przedsiębiorczości, szacował, że przepisy UE kosztują gospodarki krajów członkowskich 600 mld euro rocznie. To podobna suma do tej, jaką przed laty podał francuski profesor Patrick Messerlin. Wyliczył on, że unijne regulacje generują stratę ok. 5-7% PKB. W przypadku Polski przekłada się to na utratę ok. 1,4 bln zł (równowartość 3,5 aktualnych budżetów Polski) w ciągu 15 lat członkostwa.
 
W związku z tym stawiam tezę, że ta radosna twórczość unijnych instytucji w postaci regulacji, norm i innych przepisów, które utrudniają życie przedsiębiorcom i mieszkańcom jest najbardziej niekorzystną stroną członkostwa. Dlatego realną naprawę UE należałoby rozpocząć właśnie od deregulacji życia gospodarczego. Ale na to nigdy nie zgodzą się unijni władcy z Berlina i Paryża, którzy w ten sposób utrzymują swoją przewagę konkurencyjną nad gospodarkami pozostałej części kontynentu.
 
Tomasz Cukiernik
 
--------------------------------------------------
 
 
[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/05/czy-naprawde-skorzystalismy-na-ue.html (mój post z maja tegoż roku. Szczerze polecam, bo jest niejako uzupełnieniem tekstu Pana T. Cukiernika oraz rozszerzeniem poza tematy gospodarcze)
 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw". 

KOMENTARZE

  • Gwoli uzupełnienia
    Kiedyś w TVP był pokrótce przedstawiono bilans naszego członkostwa w UE.

    Wspomniano w nim, że przez te 15 lat uzyskaliśmy środków unijnych w wysokości około 164 mld Euro a wpłaciliśmy jedynie około 54 mld, co daje nam gigantyczną nadwyżkę rzędu około 110 mld Euro. I w tej kwestii podano jeszcze ile to zyskaliśmy kilometrów dróg ekspresowych i autostrad, ile to środków poszło na infrastrukturę i inne inwestycje i już chciałem przełączyć kanał, gdy wreszcie usłyszałem, iż 85 eurocentów z 1 Euro pomocy unijnej (bez dopłat rolniczych) wraca tak naprawdę z powrotem do Unii, czyli gdybyśmy założyli, że te inwestycje faktycznie wynoszą 100% wskazanych wartości, to okaże się, że tak naprawdę fizycznie i finansowo uzyskaliśmy z UE nie 164 mld Euro a jedynie 0,15% tej wartości, czyli 24,6 mld a wpłaciliśmy 54 mld, czyli o 29,4 mld więcej wpłaciliśmy niż finansowo zyskaliśmy.

    Oczywiście zaraz odezwą się głosy, iż nie można tak księgowo liczyć, bo przecież zostały te drogi, te oczyszczalnie ścieków, te odrestaurowane miasta i miasteczka, idt, itp.

    Tak to prawda, ale znów tylko powierzchowna, bo w takich zestawieniach nie podaje się innych ważnych elementów dotyczących skutków naszego wejścia do UE, np., że przez te lata dług publiczny Polski wzrósł z około 370 - 400 mld do przeszło 1 biliona złotych i to przy uwzględnieniu dochodów z umorzenia jednostek z OFE, które Polakom ukradł rząd PO-PSL i dodatkowych środków pochodzących z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

    Ten dług nie zawiera kwot, jakie państwo będzie musiało w przyszłości wydać na świadczenia dla przyszłych emerytów. Uwzględniając te wydatki dług publiczny (ukryty) sięga 3 a może i nawet niemal 5 bln. zł. (za: https://www.dlugpubliczny.org.pl/o-projekcie/).

    Nie mówi się też o zadłużeniu zagranicznym. Według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski w roku 2004 wyniosło około 130,2 mld USD. W 2018 roku wyniosło wyniosło już ok. 359 mld USD. Koszty obsługi naszego zadłużenia (odsetki) to około 40 mld zł.

    Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD. Dług ten - mimo umorzenia jego części - spłaciliśmy niedawno.

    Dodatkowo zapomina się wiązać deficytu budżetowego z pomocą unijną a jest to też działanie na zasadzie sprzężeń zwrotnych. Budżet państwa w latach 2005- 2016 systematycznie rósł i wynosił np. w roku 2007 około 16 a w 2015 roku około 46 mld zł, przy jednoczesnej wyprzedaży majątku państwa sięgającej łącznie ponad 60 mld zł i tzw. ogromnej pomocy unijnej i dobrych wskaźnikach wzrostu gospodarczego. Obecnie budżet ma się zdecydowanie lepiej, ale tylko ze względu na uszczuplenie luki vatowskiej i innych luk po stronie dochodów państwa. Ile w takim razie Polska by dodatkwowo zyskała, gdyby nami nie rządzili euroentuzjaści a sprawni eurorealiści?

    Nie mówi się też o tym co wspomina T. Cukiernik, że pomoc unijna drastycznie zwiększyła zadłużenie samorządów, gdzie ich dług sięga nawet przeszło 70% ogólnych aktywów, co może prostą drogą prowadzić do bankructwa (w miarę bezpieczna wysokość zadłużenia to maksymalnie około 30 aktywów).
    Mało się mówi o straceniu przez Polskę 3 milionów dobrze wykształconych i kreatywnych Polaków, którzy budują PKB w innych krajach a nie w Polsce.

    Nie wspomina się też o kategorii utraconych zysków z faktu wejścia do wspólnoty, czyli ile moglibyśmy więcej zyskać inwestując tyle samo, ale nie odprowadzając składek do budżetu unijnego i o wielu, wielu innych aspektach.

    Pozdrawiam
  • Eurokołchoz - czarci pomiot
    zmajstrował po to - aby łatwiej mu było zlikwidować Białą Europę i jej cywilizację.
    Wniosek?
    Wobec powyższego nie liczą się dla pomiotu koszty - jakie poniosą rdzenni mieszkańcy tejże Europy. Ponadto należy pamiętać, że tylko dlatego zwinięto moskiewską komunę w określonym czasie - ponieważ była już gotowa komuna "brukselska" - która automatycznie przejęła wszystkie satelickie kraje (w tym atrapę Polski) byłego CCCP - pod swoje, szatańskie skrzydła.
  • @krzysztofjaw 16:52:47
    Co na to kaczelnik???
    Panie Krzysztofie, jeszcze raz taki materiał będzie pan wklejał pana Cukiernika to pana zwierzchnicy od pisuaru nazwią pana ,,ruskim agentem" jak mnie wtedy gdy bardzo ostro sprzeciwiałem się wejścia UE do Polski, pisowcy wskazywali nas jako ruskich agentów. (kto przeciw Brukseli, t.j za Moskwą, tak warczał Kwaśniewski oraz Kaczelnik)

    Pomija się też koszty samego przystosowania się Polski do wejścia UE do Polski. Straty na wymianie handlowej miedzy 92 - rokiem a 99 rokiem wynosiły po stronie Polski 100 mld$ (patrz moja interpelacja poselska z 2002 roku IV kadencja sejmu) oraz brak wyceny wartości otwartego rynku polskiego dla starej Unii.
    Ale za opracowanie tego materiału i go ujawnianie to wielkie dzięki.
  • @Wrzodak Z. 09:10:19
    Ostateczny nóż w plecy zadał nam (obozowi anty UE, do którego i ja należałem pod skrzydłem LPR) Katz-Wojtyła.
    Pamiętam te cierpienie po tym ciosie.
    A to nie był naiwny starszy człowiek, tylko kuty na cztery kopyta iluminata, o czym dowiedziałem się jakąś dekadę później.

    Wezwanie do budowy NWO, zawracanie się do bóstw obcych, wydawanie poleceń Wielkiemu Architektowi: https://www.youtube.com/watch?v=tRX-KEXBvYY

    Czczenie lucyfera, boga Rzymian i nieświadomych profanów aka goi: https://www.youtube.com/watch?v=2eHVXmT4weM

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej