Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
430 postów 756 komentarzy

krzysztofjaw

krzysztofjaw - KONSERWATYSTA W IDEI I WARTOŚCIACH ŻYCIOWYCH, KONSERWATYWNY LIBERAŁ W GOSPODARCE. EKONOMISTA I FINANSISTA. PATRON DUCHOWY: BŁ. JERZY POPIEŁUSZKO, AUTORYTET MORALNO-ETYCZNY: ŚW. JAN PAWEŁ II, MENTOR POLITYCZNY: E. BURKE.

Żydowska niechlubna rola w Holocauście własnego narodu - (2)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wedle wielu historyków a przede wszystkim dla samych Żydów rola, jaką niektórzy zwykli Żydzi i przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi dla nich najczarniejszy rozdział całej ponurej historii II Wojny Światowej.

Ostatnio miałem wiele smutnych dni.

W sobotę pochowałem moją 80-letnią bliską mi osobę. Ludzie umierają tak szybko a dziś już prawie nie ma świadków historii i rzeczywistości II Wojny Światowej. Wczoraj opublikowaqłem tekst o tym, co ja uważam za ważne w obecnym ataku Izraela i niektórych środowisk żydowskich na Polskę i Polaków.

W tekście też informuję, iż od wielu lat piszę o naszych żydowsko-polskich stosunkach i zapowiadam ponowną publikacje niektórych moich przeszłych tekstów. Czynię to tylko i wyłącznie w celu uświadomienia nam wszystkim jakie mogą być przyczyny takiego ataku i dla dobra naszych przyszłych poprawnych stosunków. Poza tym takie dobre stosunki możemy wspólnie budować tylko na prawdzie i taką prawdę starałem się ukazywać przez ostatnie lata. Nie możemy jako Polacy i Żydzi tworzyć kłamstwa i budować nasze relacje na kłamstwie o polskim sprawstwie lub współsprawstwie w Holocauście Żydów.

Dziś publikuję mój tekst z 10.01.2014 roku.

--------------------------------------------------------------

Wedle wielu historyków, w tym żydowskich a przede wszystkim dla samych Żydów rola, jaką niektórzy zwykli Żydzi i przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi dla nich najczarniejszy rozdział całej ponurej historii II Wojny Światowej.

Niestety jest to historia bardzo mało znana a warto o niej pamiętać, gdy w sposób szeroki ocenia się holocaust narodu żydowskiego.

Bez kolaborantów żydowskich ów holocaust byłby po prostu niemożliwy. Niemiecka III Rzesza do zagłady Żydów wykorzystała samych niektórych Żydów i do tego celu utworzyła kilka organizacji zrzeszających właśnie poddanych wobec siebie Żydów.

Nie jestem historykiem, więc w dalszej części będę się posiłkował materiałami znalezionymi w sieci, a przede wszystkim w wikipedii oraz moimi ksiązkami w biblioteczce a kupuję ich dużo i duż czytam. 

Najważniejszą z tych organizacji był niewątpliwie Judenrat, czyli Żydowska Rada Starszych. Była to organizacyjna forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (przede wszystkim w gettach) wprowadzona przez nazistów niemieckich w 1939 roku. "Rozkaz do tworzenia Judenratów wydał szef RSHA (jednej z komórek SS - Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) Reinhard Heydrich dnia 21 września 1939 r. Nakazywał on tworzenie "Rad Starszych", które miały składać się z osób wpływowych w miejscowej społeczności, co miało być gwarantem sprawnie wykonywanych poleceń oraz jednocześnie prowadzić do skompromitowania tych osób w oczach owej społeczności żydowskiej. Dnia 18 listopada 1939 r. Hans Frank sprawujący władzę w Generalnym Gubernatorstwie wydał zarządzenie ustanawiające ustrój i funkcję rady. W miejscowościach mniejszych Judenrat składał się z 12 członków, zaś w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców musiał on liczyć 24 lub więcej osób. Zwierzchnictwo nad Judenratem, sprawowały niemieckie władze administracyjne i zasadnicze decyzje dotyczące życia w gettach podejmowali wyłącznie Niemcy, zaś kompetencje Judenratów ograniczały się do wykonywania poleceń okupanta i zadań administracyjnych (zaopatrzenie w żywność, ewidencja ludności, służba zdrowia, pochówki). Ponadto Judenraty zobowiązane były do dostarczania robotników, organizowania wysyłki ludzi do obozów pracy, zbierania i przekazywania kontrybucji. W późniejszym okresie były zmuszone do współpracy przy organizowaniu deportacji do obozów zagłady. W ramach wymuszonej współpracy z władzami niemieckimi, Judenraty w wielu wypadkach zbierały i przekazywały informacje o miejscach pobytu zdemobilizowanych żołnierzy i innych poszukiwanych przez Niemców członków inteligencji: nauczycieli, kadrę naukowa ośrodków uniwersyteckich, byłych policjantów i innych. Judenratom częściowo podlegały jednostki policyjne wewnątrz getta, pozbawione jednak prawa posiadania i używania broni; wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz w akcjach deportacyjnych. Większość Judenratów starała się lawirować między żądaniami Niemców, a obroną Żydów, myśląc, że w ten sposób uda się uratować choćby część ludności. Niemcy wykorzystywali je jednak skrupulatnie do własnych celów. Wielu członkom Judenratów jak np. Chaimowi Rumkowskiemu zarzucano nadgorliwą kolaborację z nazistami. Jedna z najsłynniejszych żydowskich myślicielek XX wieku Hannah Arendt w 1963 roku wystąpiła w książce Eichmann w Jerozolimie z dramatycznym oskarżeniem przeciw Judenratom. Twierdziła, że bez ich udziału w rejestracji Żydów, koncentracji ich w gettach, a potem aktywnej pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów, ponieważ Niemcy mieliby więcej kłopotów z ich spisaniem i wyszukiwaniem.

W okupowanej Europie naziści zlecali funkcjonariuszom żydowskim sporządzenie imiennych wykazów wraz z informacjami o majątku. Zapewniali oni także pomoc żydowskiej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów transportujących do obozów koncentracyjnych. W swojej książce Arendt napisała: "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii"" (1).

Inną żydowską organizacją kolaborującą z hitlerowskimi Niemcami była Żagiew, czyli Żydowska Gwardia Wolności – kolaboracyjna organizacja żydowska w getcie warszawskim, powołana pod koniec 1940 r. przez żydowski referat Gestapo z członków Grupy 13 do infiltrowania żydowskich i polskich organizacji podziemnych, w tym niosących pomoc Żydom. "Żagiew pozostawała w ścisłej konspiracji udając grupę przemytniczą, dzięki czemu mogła kontrolować kanały przerzutu żywności do getta. Według różnych opinii zajmowała się też szmalcownictwem, tropiąc i wydając Niemcom Żydów ukrywających się w tzw. aryjskiej części Warszawy. Agenci Żagwi, uznawani za najbardziej wartościowych, posiadali wydane przez Gestapo pozwolenie na broń. Od początku zwalczana przez Żydowską Organizację Bojową i Żydowski Związek Wojskowy. Rozbita na początku 1941 r., szybko została odtworzona. W czasie powstania w getcie większość członków Żagwi straciło życie. Według niektórych relacji ocalał jej przywódca, Abraham Gancwajch" (2).

Kolejną organizacją, chyba najbardziej szkodliwą była tzw. Grupa 13, trzynastka, czyli Urząd do Walki ze Spekulacją – kolaboracyjna formacja policjantów żydowskich z warszawskiego getta pod kierunkiem kolaboranta Abrahama Gancwajcha, mająca oficjalnie na celu zwalczanie przemytu oraz spekulacji, a faktycznie kontrolowanie działalności Judenratu oraz infiltrowanie podziemnych organizacji działających w getcie. "Założona w grudniu 1940 roku, swoją nieoficjalną nazwę nosiła od budynku na ulicy Leszno 13, gdzie kwaterowała. Liczyła 300–400 osób. Wykonywała wyłącznie polecenia Gestapo, będąc faktycznie niezależną od Judenratu. Posiadała własne uniformy oraz własne więzienie. Pod naciskiem szefa Judenratu, Adama Czerniakowa, wskutek małej użyteczności dla Niemców, w sierpniu 1941 roku włączona do policji gettowej. Sam Gancwajch oraz niektórzy jego współpracownicy działali także za zgodą Gestapo na stronie aryjskiej, udając bojowników żydowskiego ruchu oporu. Członkowie trzynastki byli likwidowani jako kolaboranci zarówno przez Żydowską Organizację Bojową, Żydowski Związek Wojskowy, jak i podziemie polskie. Wyroku na Gancwajcha jednak nie udało się wykonać, a on sam zaginął" (3).

Koniecznym wydaje się też wspomnienie o Jüdischer Ordnungsdienst (dosł. Żydowskiej Służbie Porządkowej, potocznie zwanej policją żydowską albo tzw. odmani). Byli oni w okresie II wojny światowej podległymi częściowo Judenratom, kolaborującymi z nazistowskimi Niemcami, żydowskimi jednostkami policyjnymi wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych. Wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych. "Od grudnia 1940 pierwszym nadkomisarzem Żydowskiej Służby Porządkowej (SP) getta warszawskiego był Żyd Józef Andrzej Szeryński, który przeszedł na chrześcijaństwo i zmienił nazwisko z Szenkman, Szynkman bądź Szeinkman. Szeryński był znany ze swojego antysemityzmu i jest podawany jako przykład "nienawidzącego siebie Żyda" (ang. Self-hating Jew). Według historyka Raula Hilberga w getcie warszawskim służbę pełniło ok. 2500 żydowskich policjantów (komisarzem był Józef Andrzej Szeryński, a przejściowo Jakub Lejkin), w getcie łódzkim było 1200 osób, a w getcie lwowskim - 500 policjantów z Ordnungsdienstu. Jednostki te, pozbawione prawa posiadania i używania broni palnej, uzbrojone jedynie w pałki, były umundurowane oraz oznaczone odpowiednimi opaskami. Anatol Chari w swoich wspomnieniach z okresu służby w tych oddziałach opisuje pracę przy eskortowaniu dostaw żywności, ochronie magazynów żywności, kontroli pracowników piekarni, a także patrole nakierowane na konfiskatę żywności u mieszkańców. Wskazuje również na udział żydowskich służb porządkowych w oszustwach przy obrocie deficytową w getcie żywnością, wymuszaniu usług seksualnych za żywność. Dramatyczny wydźwięk mają relacje z przygotowania transportów do obozów zagłady, obejmujących coraz to nowe grupy mieszkańców getta.

Funkcjonariuszami byli zwykle młodzi ochotnicy, zajmujący się utrzymaniem porządku w getcie, choć uczestniczący także w patrolach po getcie prowadzonych przez niemieckich żołnierzy oraz wartach przy wejściach do dzielnicy żydowskiej. Szczególnie negatywnie wśród mieszkańców gett odbierano udział funkcjonariuszy w pacyfikacji dzielnicy oraz ich pomoc w organizacji wywozu ludzi do obozów zagłady. W większości dużych gett funkcjonariusze policji żydowskiej zostali wymordowani lub wysłani do obozów koncentracyjnych w momencie likwidacji dzielnicy żydowskiej (4).

Nie mogły istnieć kolaboracyjne organizacje żydowskie bez ich przywódców.

Do nich należeli m.in. Adam Czerniaków, Mojżesz Merin, Abraham Gancwajch, Chaim Rumkowski i inni. Adam Czerniaków (ur. 30 listopada 1880 w Warszawie, zm. 23 lipca 1942 tamże) – inżynier, działacz gospodarczy, oświatowy i społeczny, senator II Rzeczypospolitej, publicysta, autor wierszy okolicznościowych w języku polskim, podczas okupacji niemieckiej w Polsce prezes Judenratu w getcie warszawskim. "Urodził się jako syn Arona (zm. 1927). Dyplom inżyniera chemii uzyskał na Politechnice Warszawskiej, drugi dyplom na Wydziale Przemysłowym Politechniki w Dreźnie. W 1909 był więziony przez władze carskie za działalność niepodległościową. Był współorganizatorem Centralnego Związku Rzemieślników Żydów, a także radnym Warszawy. Przez wiele lat był radcą Gminy Żydowskiej w Warszawie. Autor licznych prac naukowych, m.in. nagrodzonej na konkursie w 1919 książki Silniki wybuchowe, a także rozpraw o cukrownictwie, piekarnictwie i wielu innych prac z zakresu chemii przemysłowej i użytkowej. W maju 1930 zdobył mandat senatora z listy Bloku Mniejszości Narodowych w powtórzonych z powodu uznanego protestu wyborach w województwie wołyńskim, jednak z powodu rozwiązania Parlamentu 30 sierpnia 1930 nie został zaprzysiężony i nigdy nie zasiadł w Senacie. 23 września 1939 został mianowany przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego komisarycznym prezesem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, pozostał nim także po zajęciu miasta przez Niemców. 4 października 1939 stanął na czele Judenratu w getcie warszawskim. Czerniaków współorganizował opór cywilny oraz opiekę społeczną, wspomagał tworzenie podziemnego archiwum getta, utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji, przeciwstawiał się jednak dążeniom do zbrojnego wystąpienia. W gabinecie Czerniakowa w siedzibie Gminy Żydowskiej przez cały czas okupacji wisiał portret Józefa Piłsudskiego. Do 11 listopada 1940 Czerniaków mieszkał przy ulicy Wspólnej 58. W getcie zamieszkał wraz z żoną przy ulicy Elektoralnej 11, a od 13 grudnia 1941 (przyczyną kolejnej przeprowadzki było wyłączenie południowej strony Elektoralnej z getta) w Kamienicy pod Zegarem przy ulicy Chłodnej 20. W lipcu 1942, po rozpoczęciu Einsatz Reinhardt, odmówił żądaniu kierującego akcją zagłady w Warszawie SS-Sturmbannführera Hermanna Höfle podpisania obwieszczenia o przymusowym wysiedleniu Żydów, które oznaczało wywożenie ich do obozów zagłady. 23 lipca wieczorem, w dzień po rozpoczęciu przez Niemców masowych deportacji do obozu zagłady w Treblince, popełnił samobójstwo zażywając cyjanek potasu w swoim gabinecie znajdującym się na I piętrze gmachu Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28.

Następcą Czerniakowa został Marek Lichtenbaum" (5).

Kolejnym niechlubnym przywódcą kolaboracyjnych Żydów był Mojżesz (Mosze, Moniek) Merin (ur. 1905 w Sosnowcu, zm. ok. 1943 w Auschwitz-Birkenau) – przewodniczący Centrali Żydowskich Rad Starszych na Wschodnim Górnym Śląsku (Zentrale der Judischen Altestenrate in Oberschlesien) w czasie okupacji niemieckiej.

"Przed wojną cieszył się w Sosnowcu opinią politycznego lawiranta i hazardzisty. Według relacji świadków o wyborze na stanowisko przewodniczącego CŻRS zadecydowało jego zgłoszenie się na żądanie niemieckiego oficera, który nakazał wystąpienie spośród więźniów przetrzymywanych w piwnicach ratusza przedstawiciela społeczności żydowskiej. Stał się nie tylko przywódcą Judenratu w gettcie sosnowieckim, ale odpowiedzialny był za organizację zarządów wszystkich Judenratów w rejencji katowickiej, z wyjątkiem Bytomia, Zabrza i Gliwic oraz w rejencji opolskiej – Zawierciu i Blachowni. Od grudnia 1939 r., pełnił, z nominacji Hansa Dreiera, kierownika referatu do spraw żydowskich katowickiego gestapo, funkcję leitera (przełożonego nad wszystkimi Żydami zarządzanego obszaru). Merin był postacią dość kontrowersyjną, gdyż wyznawał zasadę, że tylko współpraca z Niemcami daje szansę przetrwania. Skupiał się na organizowaniu agitacji i sporządzał listy osób mających wyjechać na roboty do Niemiec. W początkowym okresie prezentowana przez niego koncepcja przetrwania Żydów Zagłębia dzięki pracy na rzecz okupanta i przez zachowanie bezwzględnego posłuszeństwa, przynosiła skutki i cieszyła się pewnym zaufaniem. Gdy prześladowania i deportacje do obozów zagłady nasiliły się – Żydzi coraz sceptyczniej podchodzili do polityki Merina. Według niektórych relacji na jego polecenie fabrykowano także listy od osób deportowanych do Auschwitz-Birkenau, w których miały one pisać o swoim bezpieczeństwie. Merin odrzucił także propozycję współpracy z ŻOB-em złożoną mu przez Mordechaja Anielewicza goszczącego w 1942 r. na Śląsku. Wezwany wraz ze swoimi współpracownikami 19 czerwca 1943 r., do siedziby Prezydium Policji w Sosnowcu, został aresztowany wraz z bratem Chaimem i zastępczynią, Fanny Czarną (Fani Czarny z d. Lubelski) (1911–ok. 1943), a następnie deportowany do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, gdzie został zamordowany. Był szwagrem Abrahama Gancwajcha, znanego kolaboranta, kierownika Urzędu do Walki ze Spekulacją w getcie warszawskim (6).

Niewątpliwie jedną z naczarniejszych postaci żydowskich kolaborantów był Abraham Gancwajch (ur. w Częstochowie, zm. prawdopodobnie w 1943 w Warszawie) – nauczyciel, dziennikarz, działacz syjonistyczny w ramach Ha-Szomer Ha-Cair. Kolaborant pod okupacją niemiecką. "Gancwajch uzyskał tradycyjną edukację żydowską, miał nawet dyplom rabina. Przed wojną był nauczycielem hebrajskiego i działaczem syjonistycznym. Zajmował się również dziennikarstwem, współpracując z prasą lokalną, m.in. jako korespondent z Belgii. W Wiedniu był współpracownikiem antyhitlerowskiego periodyku, w którym był specjalistą od spraw żydowskich. Wśród współpracowników pisma był jego przyjaciel, niejaki Ohlenbusch, będący szpiegiem niemieckim. Po zajęciu Austrii przez Niemcy w 1938 r. Gancwajch przyjechał do Łodzi, gdzie wydawał pismo Wolność prenumerowane przez wielu Żydów. Po zajęciu Łodzi przez Niemców wszyscy abonenci Wolności zostali zatrzymani jako antyhitlerowcy; Gancwajch nie został aresztowany, lecz Ohlenbusch zabrał go do Warszawy. Dzięki przyjaźni z Ohlenbuschem otrzymał rozmaite koncesje, m.in. na administrowanie ponad 100 budynkami, otrzymał też licencję na jedyne w getcie biuro afiszowe. Nie musiał nosić opaski z gwiazdą Dawida, w każdej chwili za zgodą Gestapo mógł z getta przejść na stronę aryjską; udawał tam członka żydowskiego ruchu oporu (był założycielem i przywódcą tzw. Grupy 13 oraz organizacji Żagiew). Jego osobistym przyjacielem był dr Schober z władz dystryktu. Wyrok na niego wydało podziemie żydowskie i polskie, jednak nie udało się go wykonać. Prawdopodobnie został zabity przez Niemców w 1943, ale jego los nie jest znany. Plotki o jego losach powojennych (miał rzekomo współpracować z NKWD albo wyemigrować do Izraela) nie zostały potwierdzone (7).

Inną, bardzo kontrowersyjną postacią jest Chaim Mordechaj Rumkowski (ur. 27 lutego 1877 na Wołyniu, w miejscowości Ilin, powiat ostrogski, zm. pomiędzy 30 sierpnia a ok. 1 września 1944, zamordowany prawdopodobnie w komorze gazowej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau) – przemysłowiec, działacz syjonistyczny. Przełożony (Prezes) Starszeństwa Żydów w Lodsch (od kwietnia 1940 r. - Litzmannstadt) do likwidacji getta w końcu sierpnia 1944 roku. Jego działalność w tym okresie jest przedmiotem skrajnych ocen. Od jednoznacznego potępienia (oskarżenie o kolaborację z nazistami) po umiarkowanie pozytywne. Zapewne wśród innych nacji okupowanych przez Niemcy w czasie II WŚ znajdowali się kolaboranci, ale tylko wśród społeczności żydowskiej możliwa była tak zorganizowana krucjata własnego narodu przeciw własnemu narodowi. Dlaczego było to możliwe?

(1) http://pl.wikipedia.org/wiki/Judenrat

(2) http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBagiew_%28organizacja%29

(3) http://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_13

(4) http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%BCdischer_Ordnungsdienst

(5) Adam Czerniaków

(6) Mojżesz Merin

(7) http://pl.wikipedia.org/wiki/Abraham_Gancwajch

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

KOMENTARZE

  • Brak wyraźnego podkreślenia,
    że po kampanii wrześniowej Żydzi bardzo prosili władze niemieckie o możliwość założenia (eksterytorialnych wobec polskiej administracji) zamkniętych rejonów t. zw. gett. Niemcy "przychylili" się do tej prośby.

    Takie same żądania, po pierwszej wojnie światowej, spotkały się ze stanowczą odmową nowo powstających władz polskich. (Daszyński: Po moim trupie!)
    W reakcji na tą odmowę Żydzi rozpoczęli trwającą do dziś akcję szkalowania Polski na setki najróżniejszych sposobów.
  • autor
    Te fakty które Pan przedstawił są oczywiste ,lecz to nie jest prawdziwy obraz żydów jacy są.Można by móc znaleść i niechlubną listę po polskiej stronie.W moim przekonaniu to o czym mówimy Holocaust - ofiarę ze swych współplemieńców z Europy dokonałą działająca w konspiracji syjonistyczna centrala mieszcząca się za oceanem.Przecież dla nich ta biedota,której przeważająca cześć zamieszkiwała teren Polski nie przedstawiała żadnej wartości.Nawet sam Hitler w początkowej fazie dostał z tej centrali polecenie by tych najbogatszych wysłać do Palestyny.
    Przecież syjon-twierdza w tym czasie jak i teraz w perfidny sposób kieruje losy świata by nad nim zdobyć w całości władze,a nam jest wmawiano czy nawet tak zmanipulowano nasze umysły,że będziemy nawzajem się szkalować niedopuszczając innego myślenia.
  • @dalmichal 15:41:06
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/pjimage-4-16.jpg

    Wiele mówiąca mapa i lista pytań, które rzucają nowe światło na sprawę Jedwabnego. O zapomnianym niemieckim zbrodniarzu wojennym, który urządzał identyczne masakry w okolicach Jedwabnego [WIDEO] Liczni historycy, politycy i publicyści postulują przeprowadzenie ekshumacji w Jedwabnem, która obaliłaby wiele mitów narosłych wokół tej zbrodni. Ostatni konflikt dyplomatyczny z Izraelem sprawił, że do tematu wrócono. W tym kontekście padają liczne pytania, które stawiają pod znakiem zapytania przyjętą narrację o Jedwabnem jako polskiej zbrodni na żydach. Portal Geneaologia Polaków opublikował listę pytań z wymowną mapą. Oto one:

    1. Jak to się stało, że w okolicznych wsiach po kolei zbrodni dokonywało komando niemieckie, a tu tylko Polacy?


    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/mapa.jpg

    2. Kto schował w Jedwabnem 100 żydów, skoro mieszkańcy ich palili?
    3. Dlaczego żyli oni potem tam bezpiecznie wśród owych oprawców, a niektórzy przeżyli tam nawet wojnę?
    4. Skąd polscy wieśniacy mieli 270 litrów benzyny – ilość potrzebną do podpalenia stodoły?
    5. Dlaczego zeznania o udziale Polaków wymuszano torturami?
    6. Dlaczego świadkom płacono alkoholem?
    7. Dlaczego oprawcy w SB wymuszający tortury mieli żydowskie nazwiska?
    8. Dlaczego prace były prowadzone z dala od miejsc kaźni?
    9. Dlaczego zabroniono prac archeologicznych w chwili, gdy znaleziono niemieckie łuski? [raport prof. Koli – red.]

    Rzadko przywoływaną postacią jest Hermann Schaper – niemiecki zbrodniarz wojenny, który działał w okolicach Jedwabnego. Od 1960 roku oskarżany przez niemieckie prokuratury do spraw zbrodni wojennych (Ludwigsburg), obciążony przez Karla von der Groebena, Komisarza okręgowego (Kreisskomissar) Łomży wymordowaniem tamtejszych żydów, został też rozpoznany ze zdjęć przez dwóch świadków z Izraela – Chaję Finkelsztajn z Radziłowa oraz Izzaka Felera z Tykocina – jako dowodzący pogromami w tych miejscowościach: 7 lipca 1941 w Radziłowie i 25 sierpnia w Tykocinie. Metody stosowane przez Schapera i jego patrole śmierci w tych masakrach były identyczne z przebiegiem mordów w Jedwabnem – zaledwie kilka kilometrów dalej, w kilka dni później. Schaper nie przyznał się do zarzutów i Niemcy uznali dowody za niewystarczające do osądzenia go. Kłamał przed sądem utrzymując, że w 1941 roku był kierowcą ciężarówki i posługiwał się fałszywymi nazwiskami. Pomimo pozytywnego rozpoznania go przez świadków sprawę przeciw Schaperowi zamknięto 2 września 1965 roku. Temat Jedwabnego był poruszany także na antenie Radia Wnet:

    https://youtu.be/d81Zrgx-Wys


    Warto w tym kontekście przypomnieć relacje świadków, które przeczą oficjalnej narracji. „Jak skończymy to robić z żydami, to samo będziemy robić z wami, Polakami”. Polacy są opisywani jako sprawcy mordu w Jedwabnem. Tymczasem relacje świadków, przytoczone przez miesięcznik „Wpis” pokazują, że główna wina spoczywa na Niemcach.


    Czytamy tam m.in. że to Wacław Kujbida odnalazł i nagrał oraz spisał opowieści naocznych świadków tragicznych wydarzeń. Oto główne fragmenty:

    Hieronima Wilczewska nie wygląda na swoje 80 lat. Szczupła sylwetka, elegancka sukienka, siwe włosy upięte wysoko w kok z tyłu głowy. Zawsze w ręce albo gdzieś obok nieodłączny różaniec.

    Urodziłam się i mieszkałam obok Jedwabnego, we wsi Kucze Wielkie.

    — zaczyna opowieść pani Hieronima.

    Stamtąd chodziłam w niedziele i na nauki przed komunijne do kościoła; wtedy, w ten czwartek też przyszłam z Kucz do Jedwabnego. Kiedy wchodziliśmy do kościoła, nic specjalnego nie spostrzegliśmy. Dopiero kiedy wyszliśmy z niego, zobaczyliśmy, że pędzą tłum ludzi do stodoły. Był wielki krzyk i zamieszanie. Podbiegliśmy wszyscy za nimi. Jak to dzieci. Ciągle ich widzę. Ciągle słyszę ten ich krzyk w mojej głowie. Co dnia i na nowo. I codziennie się za nich modlę. (…)

    — mówi.

    Stłoczonych pędzili ich tam krzykami, do tej stodoły. Do środka. Starszych popychano jednych na drugich, a dzieci, które zostawały na końcu, wrzucali na samą górę. Ot tak, brali za kark, za ramię i wrzucali na sam wierzch.

    Kto? Cywile czy umundurowani? —pytam.

    Niemcy

    —pewnie i bez chwili namysłu odpowiada pani Hieronima, dodając:

    To byli Niemcy. Mieli mundury Gestapo. Czarne mundury.

    Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, co powiedziała pani Wilczewska, potwierdzało trop prowadzący do prawdziwych sprawców zbrodni. Wbrew powszechnemu mniemaniu w czasie II wojny czarne mundury nie były tylko w powszechnym użyciu SS, nosili je oficerowie i żołnierze tylko niektórych, specjalnych oddziałów, w tym Allgemeine SS, w tym Einsatzkommando SS Zichenau-Schröttersburg operujące na tych terenach pod dowództwem Hauptsturmführera SS Hermanna Schapera. O tym jednak ośmioletnie dziecko nie mogło wiedzieć. (…) Upewniam się, co do tych Niemców, pytając:

    I po jakiemu mówili?

    Po niemiecku. To byli Niemcy. Nawet twarzy nie mieli jak nasi ludzie. Jak Polacy. Wtedy, jak chciałam podać tym Żydom wody, to Niemiec szarpnął mnie, wrzeszcząc: „Raus, du verfluchte Scheisse!”, po niemiecku. Ale inny oficer podszedł do mnie i powiedział, ale nie po niemiecku, tylko po rosyjsku: „Przypatrzcie się teraz uważnie, co robimy. Bo jak skończymy to robić z Żydami, to to samo będziemy robić z wami, Polakami”.

    —mówiła pani Hieronima.

    Dlaczego mówił po rosyjsku? Skąd się tam wziął Rosjanin w niemieckim mundurze? Trudno powiedzieć, ale wiadomo, że w latach 1939-1941 Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w likwidacji podziemia i politycznej opozycji na terenach okupowanych przez Sowietów i przez Niemców. (…)

    Jak już ich tam zagonili to z takich długich karabinów zaczęli psikać na tę stodołę wodą. Jak to podpalili, to domyśliłam się potem, jak byłam starsza, że to musiała być benzyna, nie woda. Od razu się wszystko zajęło. Wkoło ten ogień tak poszedł… I ten krzyk tych ludzi w środku… Ten straszny krzyk! Ciągle to mam w uszach…

    —wspomina dalej pani Hieronima.

    Starsza pani zaciska dłoń w dłoni. W jej opowieści wielokrotnie powraca tych kilka utrwalonych na zawsze w pamięci dziecka obrazów. I krzyk umierających, palonych żywcem ludzi. Wcześniej ośmioletnia dziewczynka chciała koniecznie podać wodę do picia ofiarom. Nie mogła, bo Niemcy ją odgonili – ta woda wraca również w opowieściach pani Wilczewskiej. Jako dziecko zapamiętała, że następnego dnia, po wygaśnięciu ognia i zawaleniu się resztek stodoły, niektóre z nadpalonych, nieludzko poparzonych ofiar jakimś cudem żyły jeszcze w tych popiołach, i że niemieckie oddziały otaczały kordonem to drgające w agonii ludzkie pogorzelisko, nie pozwalając do samego końca zbliżyć się tam nikomu.

    Pytam, czy ktoś przed nami nie próbował przeprowadzić z nią wywiadu. Było paru dziennikarzy. Zapisywali rozmowy, ale potem nigdy nic się nie ukazało. Dlaczego? Rozmawiamy o kamiennym pomniku, postawionym po wojnie przez mieszkańców w miejscu zbrodni. O tym, na którym napisano, że zbrodni dokonali Niemcy, a który – zniknął. Mówimy jeszcze o oszczerstwach zarzucających Polakom udział sprawczy, o absurdach tych kłamstw. Polacy w czasie szalejącego terroru niemieckiej okupacji nie mogli po prostu fizycznie poza kontrolą Niemców przeprowadzić na własną rękę tego typu akcji. (…)

    Na zakończenie mówię pani Hieronimie o innej, napisanej po angielsku książce, przedstawiającej Polaków światu z podobnej perspektywy. To „Inferno of Choices” (Piekło wyborów), antypolska publikacja sponsorowana przez polskie MSZ i promowana oficjalnie latem 2012 r. przez polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Również w kanadyjskiej Ottawie. Pani Wilczewska milczy zaszokowana. Ja po chwili też. Właściwie nie ma na to żadnych słów. Gdyby tylko te nieszczęsne ofiary mogły przemówić… Może kiedyś przemówią. Również i do oszczerców. Pani Hieronima apeluje do dziennikarzy o przekazywanie prawdy o Jedwabnem. (…)”


    https://youtu.be/sajQZyiGP7Y Jest również zeznanie drugiego świadka, umieszczone w tej samej relacji Wacława Kujbidy, zasłużonego działacza polonijnego walczącego jak może o dobre imię swego narodu, także na uchodźstwie. Oto obszerne fragmenty, również pochodzącego z miesięcznika „Wpis”:

    „Dom państwa Boczkowskich znajdował się jakiś kilometr, półtora na południowy-wschód od miasteczka, pomiędzy Jedwabnem a wioską Grądy Małe. W ten czwartek, 10 lipca, 12-letni chłopiec, jak prawie codziennie, poszedł wraz z kolegą do Jedwabnego. Znaleźli się tam około drugiej po południu. Kiedy dochodzili do centrum, większość ludności żydowskiej już zgromadzono na rynku. Ale spędzanie ludzi trwało dalej.

    Minęło zaledwie dziewiętnaście dni od wkroczenia na te tereny armii niemieckiej

    —przypomina Stefan Boczkowski, dodając:

    Jak doszliśmy do okolic rynku zorientowaliśmy się, że pędzą na rynek ludność polską pochodzenia żydowskiego. Z okolicznych domów. Musieli to robić już wcześniej, od rana, bo jak przyszliśmy do Jedwabnego, to już było tam całkiem sporo ludzi zapędzonych. Do niektórych domów wracali po kilka razy, bo widocznie nikogo tam nie zastali za pierwszym razem.

    Kto? —pytam.

    Niemcy. Wojsko niemieckie. To nie był tylko czysty Wehrmacht tylko Einsatzkommando. Takie specjalne oddziały do czystek etnicznych. Do Cyganów, Żydów, komunistów. Einsatzkommando, po prostu siły bezpieczeństwa. To Einsatzkommando szło zresztą po kolei, od Grajewa w stronę Jedwabnego. Byli w Wąsoszu, później w Łapach, w samym Białymstoku. Po kolei. Tak jak Niemcy wchodzili. Trzeba też wymienić Stawiski. Tam ich nie spalono w stodole, jak gdzie indziej, tylko rozstrzelano – to było dzień wcześniej albo dzień później niż w Radziejowie. A Radziejów był 7 lipca.
    Znowu pytam o mundury, o kolor uniformów.

    Te były różne. Były zielonkawe zwykłego feldgrau (oficjalna nazwa szarego i zielonego koloru mundurów Wehrmachtu – przyp. red. „Wpis”), czarne sił bezpieczeństwa i Gestapo. Jedni byli w butach, inni w kamaszach. Ale najwięcej było tego takiego zielonkawego feldgrau.

    Mały Stefan biegał tam z kolegami, chodzili niespokojnie dookoła przez kilka godzin. Były wakacje. Przyglądaliśmy się temu wszystkiemu, spotkałem też innych naszych kolegów ze szkoły. Piotrek Dąbrowski, Henryk Mankiewicz. I nie tylko oni. Zresztą, wśród tych, których pędzili środkiem ulicy też widzieliśmy znajome osoby. Przecież wszyscy się tam znaliśmy. Widziałem jak prowadzili Bromsztejnów, Grądowskich. Bromsztejn bo do naszej klasy chodził, do piątej; to i rodzinę znałem.

    Rodziny żydowskie prowadzili na rynek Niemcy. Ale mały Stefan Boczkowski zauważył też idącego z niemieckimi żołnierzami Polaka, właściciela małego warsztatu mechanicznego, do którego czasem chodził naprawiać rowery.

    Co pan z tymi Niemcami tu robi?

    —zapytał Stefan.

    Weszli do mojego domu i kazali iść ze sobą i pokazywać gdzie mieszkają Żydzi. Powiedzieli, że jak tego nie zrobię to zostanę natychmiast rozstrzelany. Pójdziesz teraz z nami i pokażesz, gdzie mieszkają Żydzi, których znasz. Jak nie, to kula w łeb! Mają ich prowadzić na jakieś roboty czy coś takiego.

    Niemcy wybrali sobie z każdej większej ulicy po kilku mieszkańców i kazali im, pod groźbą śmierci, pokazać gdzie mieszkają ich sąsiedzi pochodzenia żydowskiego. Ten podły przymus stosowany był zresztą przez okupanta nie tylko w Jedwabnem. Cała diabelska machina tej wojny, morderstw i okupacji zarówno z niemieckiej, jak i sowieckiej strony, siała nienawiść również i w ten sposób, że szczuła na siebie różne, żyjące dotychczas przez stulecia obok siebie w symbiozie i spokoju grupy etniczne. Zresztą, czy tylko wtedy i tylko tam stosowano taką metodę?

    Pod lufami niemieckich karabinów prowadzono więc Niemców do drzwi domów żydowskich, chociaż niektóre z tych domostw były już puste. Rodziny zdążyły albo uciec przed chwilą albo opuściły Jedwabne 19 dni wcześniej; ci zabrali się z uciekającymi Sowietami jako bardziej znaczni urzędnicy NKWD.

    Chociaż nie dobrowolnie, to jednak ludzie szli nie próbując właściwie żadnych rozpaczliwych ucieczek, oczywistych jak by się wydawało, prób ratowania w takiej sytuacji swojego życia. Nie próbowali, bo oni po prostu nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy z tego, że idą na śmierć. Niemcy okłamali ich i w tej, ostatecznej sprawie. Tak zresztą jak mieli już kłamać wszędzie i zawsze, w takich i podobnych sytuacjach, do końca wojny.

    Nie

    —potwierdza pan Stefan

    – nie wiedzieli. Niemcy mówili im, że będą ich przydzielać do jakichś prac, albo do porządkowych na rynku, albo do jakichś gałęzi przemysłu niemieckiego, zależnie od wieku. Tak samo mówili tym Polakom, którym kazali wskazywać te domy.

    Wracam jeszcze pytaniem do tych oddziałów, prowadzących ofiary i do mieszkańców Jedwabnego.

    Ilu było tych mieszkańców, których Niemcy zmusili do wskazywania domostw z rodzinami pochodzenia żydowskiego?

    Na każdej głównej ulicy, w stronę rynku, prowadzono tych ludzi. Na Łomżyńskiej, Przytulskiej, Wiskiej, Przestrzelskiej. Tak się podzielili. Cztery, pięć głównych ulic. Było po trzech, czterech niemieckich funkcjonariuszy z bronią i po dwóch, trzech mieszkańców Jedwabnego. No, to łatwo policzyć. Ale Niemcy im nie pozwolili odejść, jak już doszli do rynku. Powiedzieli, żeby teraz zostali i z nimi pilnowali, żeby nikt się z tego rynku nie oddalił. I niektórym dali nawet kije do rąk. W każdym razie nie pozwalali tym mieszkańcom odejść.

    Ile osób pilnowano na rynku

    —pytam.

    Może trzysta? Trzysta kilkadziesiąt? Ja nie liczyłem. Nikt wtedy nie liczył. Ale coś koło tego. Proszę zauważyć, że rok wcześniej, w 1940 roku, w czasie okupacji sowieckiej, kiedy przeprowadzono spis ludności w sowieckiej Republice Białoruskiej, do której zostaliśmy przyłączeni, wykazano około 500 osób pochodzenia żydowskiego w Jedwabnem. No to wtedy nie mogło być więcej na tym rynku niż około trzysta kilkadziesiąt osób.

    Niemcy trzymali tych wszystkich ludzi na rynku bez jedzenia i picia przez kilka godzin. Dzieci zaczęły płakać. Okoliczni mieszkańcy zaczęli gromadzić się dookoła, ukradkiem, podawać wodę czy jakieś pożywienie. Niektóre z kobiet brały na rękę dziecko, żeby dać mu wody i uciekały z tym dzieckiem jak żołnierze nie widzieli.

    Ratowali, jak tylko było można – mówienie, że mieszkańcy brali w tym wszystkim udział to jest nieprawda! Perfidne kłamstwo!

    —mówi pan Stefan.

    Tak było do godziny osiemnastej. W międzyczasie na rynku i obok zatrzymują się na krótki postój przejeżdżające ciężarówki i pojazdy oddziałów niemieckich, udających się na wschód, na front. Jedwabne znajduje się na ważnych w tych dniach szlakach frontowych: Grajewo – Radziłów – Przytuły – Jedwabne – Wizna – Białystok. (…)

    Wtedy to zrobiło się nagle na rynku gęsto od Niemców. Zielono od mundurów. Bo samo Einsatzkomando nie było wcale liczne. Może maksymalnie jakieś sto osób, razem z tym głównodowodzącym

    —rozważa pan Stefan.

    Niemcy postanowili „zabawić się”, dodatkowo poniżając tych biednych ludzi. Najpierw kazali im śpiewać rosyjskie piosenki. Potem, na komendę, kazali wszystkim głośno krzyczeć: „..przez nas wojna…”

    To wszystko było okropne, jeszcze te wrzaski, te krzyki na komendę, „…przez nas wojna! Przez nas wojna!…”

    —przypomina sobie, kręcąc głową mój rozmówca.

    Potem kazali im rozbić pomnik Lenina. No więc rozbili go na kawałki, tylko popiersie i głowa zostały całe. Ale przy tym rozbijaniu to sami Polacy im pomagali. Dobrowolnie. Dopiero potem rozpoczął się ten marsz. Marsz śmierci jak ja to nazywam. Niemcy kazali im nieść po kawałku z tego rozbitego pomnika Lenina. Popiersie, bo było ciężkie, to niosło dwóch. Młodszych.

    —mówił.

    W ten sposób, poganiany przekleństwami, ruszył ten pochód śmierci w kierunku stodoły. Ledwie żywi ludzie, z tobołkami, kobiety z dziećmi na ręku.

    Wszystko otoczone było przez Einsatzkomando. Uzbrojeni w karabiny, automaty, pistolety za pasem. Nawet tych dwudziestu kilku Polaków, co ich zabrali do pilnowania, to oni też byli otoczeni przez tych Niemców.

    Mieli broń?

    Polacy? Skądże! Jak mogli mieć broń? Gdyby choć wtedy zorientowali się, co ich czeka. Pewnie tłum rzuciłby się, ławą, do ucieczki, bez względu na konsekwencje. Pewnie ktoś by się uratował. Ale szli przecież „do pracy”. Dopiero gdy doszli do stodoły, może zaczęli sobie zdawać sprawę z grozy sytuacji. Ale pewnie też nie do końca. Niemcy zaczęli ich kolbami, uderzeniami wpychać do środka. Rozległ się jeszcze większy krzyk, lament, płacz. Starsi inaczej, młodsi trochę inaczej. Kobiety z tobołkami krzyczały, ciągnąc za sobą dzieci. Płakały przeraźliwie. Mężczyźni chyba zresztą też –

    przerywa na chwilę pan Stefan

    – mniejsze dzieci to Niemcy nawet wrzucali do środka. Na górę, przez głowę, żeby prędzej.

    Myśmy stali z jednej strony stodoły oglądając to wszystko

    —zaczyna znowu swoją opowieść pan Boczkowski.

    Jak już chyba wszystkich wepchnęli, to słuchać było takie trzaski. Takie jakby metal uderzał o metal. Nie wiedziałem co się z drugiej strony działo ani w środku, ale to pewnie musiały być strzały. Teraz, po latach, przy ekshumacji, odkryto te łuski po pociskach, około dwieście. To Niemcy wtedy musieli strzelać. Przecież ani Żydzi ani Polacy nie mogli mieć przy sobie żadnej broni! Potem zamknęli te wierzeje i podparli je jeszcze od zewnątrz takimi słupami. Żeby się nie otwarły pod naporem. Potem, do tyłu, z boku stodoły, podjechała taka furgonetka, samochód dostawczy z żołnierzami. Kilku ich tam było i zaczęli wynosić jakieś naczynia i chodzić z nimi. Nie wiedziałem co tam było. Nikt nie wiedział, bo daleko staliśmy. Ale trudno się nie domyślić. Potem pojawił się ogień. I to nie w jednym czy drugim miejscu, ale od razu dookoła. Taki wieniec ognia. I krzyk okropny: „pali się!!!”…

    Gdzie byli wtedy Niemcy – dalej otaczali stodołę?

    —upewniam się.

    Główny oddział to stał tutaj, z przodu, a tam z tyłu pewnie też byli. Nie wiem, bo nie mogliśmy tam podejść. Krzyk, wrzask był niesamowity. Okropny. Jak te bierwiona, dachy zaczęły się walić w ogniu na dół, to myj już odeszliśmy. Akurat słońce wtedy zaszło. Ten słup dymu. Ogień. I ten swąd palonego, ludzkiego tłuszczu, tych warstw ludzkich…

    W dalszej rozmowie przypominam panu Stefanowi „książki” i „opracowania historyczne” na temat Jedwabnego. Denerwuje się:

    Leszek Dziedzic z Przestrzela? Jaki świadek? Przecież on nawet jeszcze nie urodził się wtedy. Jeszcze go na świecie nie było. Urodził się w 58-ym albo 59-ym. Nawet się znamy. Jemu babcia opowiadała jak to mieszkańcy palili?! Kobiety, mieszkańcy z siekierami, nożami?! To nieprawdopodobne! Niemożliwe! Nie do pomyślenia! To jest okropny fałsz historyczny!

    Rozmawiamy jeszcze o podobnych „świadkach zbrodni w Jedwabnem”, którzy nic nie widzieli na własne oczy, bo albo jeszcze się nie urodzili, albo nie było ich na miejscu. Pan Stefan opowiada ilu Żydom udało się uciec przed zapędzeniem na rynek Jedwabnego i którym z nich pomagano potem się ukryć – w okolicznych lasach, czy nawet wsiach i zagrodach.

    Uciekli też do naszej stodoły, do naszej wsi. U nas było czterech. Z Bromsztejnów i jacyś drudzy. Paru znalazło schronienie w Zanklewie u naszych kuzynów, niejakich Dobkowskich. Oni ukrywali na przykład cała rodzinę Lewinów. Z kolei w Przestrzelu, u Biedrzyckich, ukrywano też parę osób a i krewni Dobkowskich, też Dobkowscy, ale z Przestrzela, przechowywali jakąś rodzinę.

    Ryzykowaliśmy wiele, życie nas wszystkich, ale przecież nie mogliśmy odmówić. Przechowywaliśmy ich parę dni. Oni potem poszli, po nocach, w stronę Biebrzy. Do znajomych i rodzin.

    Ale na przykład Dobkowscy z Zanklewa to przechowali całą rodzinę Lewinów aż do połowy 1944 roku. Prawie przez trzy lata. Zrobili im taki bunkier, koło chaty. I tam zanosili im żywność, wodę.

    Cała wieś, całe Zanklewo wiedziało, że ci Janina i Bolesław Dobkowscy ukrywają Żydów, ale nikt nic nie powiedział i nie doniósł do Niemców. Inaczej Niemcy zabiliby wszystkich, spalili chałupy i jeszcze ubili ziemie łopatami. Dobkowscy mieli taką stara babcię, to jak Niemcy pojawiali się w pobliżu, to ona zaraz zaczynała tkać na wrzecionach i głośno śpiewać różne pieśni kościelne.

    Pewnie, żeby dać znać tamtym, żeby się nie ruszali i żeby odwrócić uwagę Niemców… Po 44 roku oni uciekli za Biebrzę, potem Rosjanie im ułatwili i oni wyjechali do Izraela. Tamci, starzy Lewinowie już nie żyją, ale ten ich syn, Jasiu Lewin, to przyjeżdżał do Jedwabnego z Izraela zawsze, jak mógł. W odwiedziny i z prezentami dla kogo mógł. Janina i Bolesław już też nie żyją, ale ich syn, Wicek Dobkowski pojechał do Izraela i posadził tam to drzewko. Bo cała ich rodzina dostała medal.

    Żegnamy się panem Stefanem Boczkowskim. Odchodzi w mrok warszawskiej ulicy. Jakie to ważne – myślę – jakie to ważne, że spotkaliśmy tego człowieka i możemy zapisać jego świadectwo.

    Na przekór szafarzom, handlującym cudzymi nieszczęściami i śmiercią.

    Do artykułu wykorzystano fragmenty artykułu Wacława Kujbidy z miesięcznika „Wpis” (nr 1/2015).
  • @Casey 15:30:58
    ,,Dlaczego dopiero teraz dowiadujemy się o takich osobach?!!!”. Znany dziennikarz nie mógł uwierzyć w niezwykły czyn Polaka, którego historia bije na głowę Oskara Schindlera i innych.

    https://niezlomni.com/dlaczego-dopiero-teraz-dowiadujemy-sie-o-takich-osobach-znany-dziennikarz-mogl-uwierzyc-niezwykly-czyn-polaka-ktorego-historia-bije-glowe-oskara-schindlera-innych/
  • @kula Lis 67 16:53:13
    Z narracji Żydów i niektórych państw zachodnich wynika że gdyby nie Niemcy, to w czasie II-giej WŚ wymordowali byśmy wszystkich Żydów


    https://pbs.twimg.com/media/DVcA6HcXcAAqu8G.jpg
  • @kula Lis 67, @autor 16:53:13
    Wiecie czego BRAKUJE w tych WSZYSTKICH postach / dyskusjach?
    Tłumaczeń na jidysz..., tak, żeby "wessało" to w Google, i żeby młode żydki w USSRaelu, przeglądając Sieć, natykały się na takie ŚWIADECTWA.

    No bo przecież "rasa panów" do nauki języka polskiego na pewno się nie zniżyła.
  • @laurentp 17:45:36
    "No bo przecież "rasa panów" do nauki języka polskiego na pewno się nie zniżyła"

    he,he,he... tych ras panów jest kilka, wiadomo pan lubi niewolnika , który zna język pana swego, i jest potulny i poukładany. Takiego niewolnika to pan nawet potrafi pogłaskac i pochwalić. Po wojnie uczylismy sie ruskiego na skalę, teraz poty wyciskają polscy uczyciele żeby naszą polską , słowiańską młodzież uczyć języka atlantysów, zeby ją do panów wyeksportować i coby im lżej było. A co by sie stało jakby te wszystkie chuje obce uczyły się naszego pięknego języka? Nic by sie nie stało tym zakutym pazernym łbom, ubogacili by się .... Socjotechniczna obróbka skrawaniem Słowian , to działanie którego nie wolno nikomu wybaczyć. To jest zbrodnia przeciwko naszej rasie i ma być ścigana jak ten
    holocaust.


    pozdr.

    pozdrawiam
  • @laurentp 17:45:36
    One istnieją ,ale szybko przez Googla są kasowane i wrzucane do piwnicy . Taka ichnia demokracja odwrotna . Przy problemach Grecji widziałem jak to działa .Salut .
  • Antysemityzm jako forma uprawiania wszechobecnego antyhumanizmu.
    Antysemityzm w żydowskim rozumieniu tłumaczy się jedynie ich antyhumanizmem odnoszącym się do wszystkich ras i narodów.
  • @laurentp 17:45:36
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/pjimage-4-23.jpg

    Izraelska polityk ma pomysł, jak uderzyć w Polskę. Proponuje, w jaki sposób zatrzymać strumień pieniędzy płynący do naszego kraju. ,,To dziesiątki milionów szekli…” Zastępca burmistrza Jerozolimy, Yael Antebi, skierowała list do ministra oświaty Izraela. Żąda w nim przeniesienia ,,Marszu Żywych” z Polski do jego miasta. Powód? Rewanż za uchwalenie ustawy, która penalizuje przypisywanie państwu polskiemu współudział w Holokauście. O sprawie informuje ,,Jerusalem Post”. Wiceburmistrz domaga się wykorzystania dyplomatycznego kryzysu do tego, aby oficjalne obchody nie odbyły się w Polsce. Marsz Żywych ma miejsce na terenie obozu koncentracyjnego w Auschwitz od 1988 roku i jest organizowany przez izraelskie ministerstwo oświaty. Antebi jednak chce, aby nowa ustawa położyła kres wycieczkom i przy okazji Marszowi. Jego zdaniem brak przyjazdu około 40 tysięcy młodych Żydów zaboli Polskę finansowo. To okazja dla rządu i ministra edukacji, by zaprzestać finansowania wycieczek do Polski, a edukację na temat samego Holokaustu przenieść do Izraela poprzez organizowanie seminariów mówi, dodając, że wokół wycieczek jest wiele niejasności, w tym związanych z korupcją. Do tego miliony szekli izraelskiego podatnika trafiają do Polski. Budżet liczony w dziesiątkach milionów szekli powinien być zaoszczędzony i przeznaczony na pomoc ocalałym z Holokaustu, zamiast wydawany na hotele i biznes w Polsce powiedziała. List trafił pod ,,właściwy” adres. Minister oświaty Naftali Bennett najpierw mówił w mediach o swoim przyjeździe do Polski, by później ogłosić: Polski rząd odwołał moją wizytę, ponieważ wspomniałem o zbrodniach jego ludu. Jestem zaszczycony mówił minister i przywódca ortodoksyjnej partii Żydowski Dom. Niewykluczone więc, że w ferworze kampanii wyborczej radykalne głosy znajdą poparcie…

    źródło: Jerusalem Post
  • @laurentp 17:45:36
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/01/kukiz.jpg
  • @laurentp 17:45:36
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/pjimage-4-4.jpg


    Izraelski naukowiec z 10-letnim zakazem wjazdu do Izraela mówił: ,,Polacy, nie macie na tyle pewności siebie i poczucia własnej wartości, by powiedzieć Izraelowi…”...Norman G. Finkelstein to autor m. in. głośnej książki pt. „Przedsiębiorstwo holokaust”. W 2008 roku otrzymał dziesięcioletni zakaz wjazd do Izraela. W przeszłości rozmawiał m.in. z miesięcznikiem ,,Historia Do Rzeczy”, z którym podzielił się ciekawymi obserwacjami, również w kontekście Polski.


    Odniósł się ,.in. do budzących ogromne kontrowersje wycieczek izraelskich uczniów do Polski, podczas których nasz kraj bywa przedstawiany jako antysemicki.

    Te biedne dzieciaki wracają do Izraela przerażone, przekonane, że wszędzie poza domem grozi im niebezpieczeństwo. I niestety, Polacy – proszę mi wybaczyć to co teraz powiem – zachowują się w sposób godny pożałowania. Nie macie na tyle pewności siebie i poczucia własnej wartości, by powiedzieć Izraelowi: Zabierajcie się z naszego kraju i wsadźcie te swoje wycieczki gdzieś. (…) Jeśli ktoś na waszej ziemi prowadzi działalność, której celem jest wywołanie wobec was nienawiści, to nie powinniście się na to godzić

    – mówił. Kiedy rozmówca przypomniał mu, że spowodowałoby to oskarżenia o antysemityzm, odpowiadał:

    Tak, wiem. Polska i jej słynna samokrytyczna inteligencja. Ludzie, którzy uważają, ze każda krytyka Żydów to antysemityzm, a jednocześnie cały czas ostro krytykują swój własny naród. Mówią, że robią to ze szlachetnych pobudek, ale w rzeczywistości robią to dla kasy. Wyleją kubeł pomyj na Polskę, a potem pędzą do USA, aby przeczytać pochwalne recenzje w tutejszych gazetach, zostać poklepanym przez tutejsze autorytety

    Jako przykład podał Jana Tomasza Grossa, autora książki ,,Sąsiedzi” – Finkelstein opisał ją jako ,,wielkości komiksu i o takiej mniej więcej wartości intelektualnej”. Jednak mimo to Gross może liczyć na profity:

    Ameryce zajmowanie się Holocaustem przynosi świetne pieniądze. A jeśli jeszcze dostarczysz dowody potwierdzające, że Polacy to obrzydliwi antysemici, to wtedy masz gwarancję, że ogłoszę Cię tu bohaterem. […] Gross [napisał książkę – przyp. red.] by dostać posadę w Princeton

    Sam odniósł się także do swojej pracy, czyli badaniu tzw. przedsiębiorstwa Holokaust, za co bywa ostro krytykowany. Sam również nie pozostaje dłużny m.in. byłemu szefowi Światowego Kongresu Żydów Izraelowi Singerowi.

    To najgorszy z tych ludzi (…) na szczęście ten szczur wrócił do swojego kanału i mam nadzieję, że właz zostanie dokładnie zaspawany
    mówił, przypominając, że zaraz po wojnie Holokaust nie odgrywał w samym Izraelu większej roli. Powód?

    Tamtejsi przywódcy gardzili Żydami, którzy szli jak owce na rzeź. Izrael chciał stworzyć nowego Żyda – Żyda wojownika. Europejscy Żydzi byli dla niego słabi, niegodni szacunku. Ocaleni z Zagłady byli w kibucach nazywani mydłem. Wszystko zmieniło się w latach 60. wraz z procesem Eichmanna. David Ben Gurion, ówczesny premier Izraela, ujrzał w Holokauście potencjał do stworzenia wspólnej izraelskiej tożsamości

    źródło: Historia Do Rzeczy / PCh24.pl

    Ps. W książce ”I boję się snów” pani Wanda Półtawska opisuje pobyt w obozie Ravensbruck, a gdy po wojnie przywiozła tablicę upamiętniającą koleżanki ( ofiary) z różnych krajów, dyrektor muzeum obozu nie chciał jej zamontować bo nie było napisu holokaust,pani Wanda się zdenerwowała mówiąc, że jak ktoś miał trójkąt z literą P to był Polakiem nie ważna narodowość! Dziwne już w tedy Niemcy wprowadzali słowo Holokaust, tak jakby podczas II wojny ginęli tylko żydzi,a co z innymi narodami? Przedsiębiorstwo Holokaust ?
  • @Repsol 23:32:26
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/braz.jpg

    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/dr.jpg

    Został bohaterem zwolenników opozycji w walce z PiS.(pewnie i niebieskiego i jego akolitów) Dziesiątki tysięcy udostępnień, miliony lajków… Tymczasem okazuje się, że to aktor porno [FOTO]


    https://niezlomni.com/zostal-bohaterem-zwolennikow-opozycji-walce-pis-dziesiatki-tysiecy-udostepnien-miliony-lajkow-tymczasem-okazuje-sie-ze-aktor-porno-foto/


    Ps..Zesrałem się ze śmiechu, Łysy z Brazzers czyli Johnny Sins generałem USA. Jednak lewactwo to skończeni kretyni i półgłówki do kwadratu.
  • @dalmichal 15:41:06
    Być może umknęło panu, że ja o tym wielokrotnie pisałem. Przed wojną wyemigrowali m.in.do wielu krajów, w tym USA najbogatsi Żydzi, w Europie została żydowska, aszkenazyjska biedota, którą gardzili żydowscy bogacze (m.in. z USA). Śmiem nawet twierdzić, że ta ekstermnacja wschodnio-europejskich Żydów była na rękę wielu bogatych i syjonistycznych Żydów.
    Pozdrawiam
  • @Casey 15:30:58
    Oczywiście. Przecież getta to wymysł samych Żydów, jako miejsca ich społeczności - zwartej i nie asymilujacej się z rdzennymi meszkańcami. To o czym Pan mówi to idea Judeopolonii. W czasie I WŚ Żydzi chcieli takiego terytorium w ramach niemieckiej Mitteleuropy. Podobnie ta idea była żywa do roku 1942.
    Pozdrawiam
  • @kula Lis 67 16:43:29
    Dziękuję. Wany i obszerny głos. Jedwabne to niemiecko-żydowska teoria morderstwa dokonanegoniby przez Polaków. Bzura i jeszcze raz dziękujęza komentarz.
    Pozdrawiam
  • @Husky 17:11:24
    Witaj...
    Ta narracja w ogóle mnie przeraża. Natomiast od zydo-komunistów w Polsce mogę się spodziewać wszystkiego najgorszego, m.in. tak jak w przypadku W. Cimoszewicza.... ale jest też wielu innych... od A. Michnika poczynając... i morderca Z. Bauman jest wśród nich...
    Pozdrawiam serdecznie
  • @laurentp 17:45:36
    Może i tak... ale trzeba mieć na uwadze, że większość Żydów w Izraela ma korzenie obecności w Polsce i zna język Polski. Natomiast w USA już tak nie jest.

    Jidisz też, ale hebrajski również.

    Kiedyś wielu księży katolickich znało martwe i zywe języki: grekę, łacinę, aramejski, arabski,hebrajski, jidisz. Warto do ich dzieł powrócić.

    Dziś niestety mało Polaków zna języki żydowskie. A szkoda bowiem od wieków wiadomo, że jednym z najważniejszych nakazów wykształcenia ogólnego winno być poznawanie języków swoich wrogów... O tym zapomnieliśmy.

    Ja osobiście znam tylko dwóch rdzennych Polaków, którzy znają jidisz i którzy czytają i rozumieją również hebrajski. Innym jidiszowcom zydowskiego [pochodzenia nie ufam za grosz.

    Pozdarwiam
  • @kula Lis 67 11:03:05
    I znów w punt :)
    Pozdrawiam
  • A Karol Marks?
    Ciekawe jest to taktowne milczenie w kwestii żydowskiego pochodzenia "mędrca" narodów zwanego Karolem Marksem.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej