Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
414 postów 696 komentarzy

krzysztofjaw

krzysztofjaw - KONSERWATYSTA W IDEI I WARTOŚCIACH ŻYCIOWYCH, KONSERWATYWNY LIBERAŁ W GOSPODARCE. EKONOMISTA I FINANSISTA. PATRON DUCHOWY: BŁ. JERZY POPIEŁUSZKO, AUTORYTET MORALNO-ETYCZNY: ŚW. JAN PAWEŁ II, MENTOR POLITYCZNY: E. BURKE.

"Zwycięstwo" D. Tuska i Niemiec oraz moje refleksje...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Należy zadać sobie pytanie: czy ktokolwiek mógłby sądzić, że obecne polskie władze mogły poprzeć niemieckiego i antypolskiego oraz najbardziej niszczącego Polskę premiera D. Tuska na kolejną kadencję szefowania Radzie Europejskiej?

Tym razem długo...

Tak naprawdę w całym tym polskim medialnym chaosie związanym z ponownym "wyborem" (dziś cudzysłów jest konieczny - 1) D. Tuska na szefa Rady Europejskiej można się po prostu zagubić. Niezależnie czy jest się pro czy antyrządowym. Po naszej, prawej stronie są zarówno głosy zachwytu nad walką o polskie interesy, jak i umiarkowanej, ale też emocjonalnej krytyki działań PiS-u a u "totalnej opozycji" jak zwykle: wszystko co złe to PiS a D. Tusk, czyli my zwyciężyliśmy i upokorzyliśmy na terenie Europy wstrętnego Kaczora i jego rządy.

O głupiej, aberracyjnej i bezrefleksyjnej radości "totalniaków" nawet nie ma co pisać, bo od dawna było duże prawdopodobieństwo, że D. Tusk ponownie będzie andersenowskim "Nagim Królem Europy" [2], więc zadziwiająca jest ta radość z powszechnej przecież oczywistości. Być może ta radość wynika z postawy innych krajów UE, które w sumie "poparły" D. Tuska (szczególnie kraje V4), ale sam wybór był już dawno niemal przesądzony, niemal...

Oczywiście D. Tusk i jego "wybór" są najważniejszymi obiektami powszechnej, medialnej dyskusji w Polsce, choć w Europie czy na świecie (może oprócz Niemiec) ponowne objęcie unijnej funkcji przez byłego polskiego premiera jest tylko odnotowywane i raczej wcale nie na najważniejszych pozycjach.

Przeglądając fora internetowe, czytając dziesiątki artykułów i analiz oraz oglądając wiele wywiadów dotyczących ponownego uzyskania przez D. Tuska unijnego "stołka", towarzyszyły i towarzyszą mi w większości uczucia zdziwienia i zażenowania. Wynikają one z mojej konstatacji, iż większość - nawet zacnych dziennikarzy czy blogerów - nie ma w ogóle nic konkretnego do przekazania a ich wywody opierają się na braku znajomości faktów, wynikają z emocji i bezrefleksyjnie ocierają się o kategorię "political fiction".

Z jednej strony to się nie dziwię, iż w taki właśnie sposób opisywane są okoliczności i skutki dokonanego na Malcie ponownego "wyboru" D. Tuska. Bowiem w sumie tak naprawdę nie są znane prawie żadne fakty związane z pisowską "operacją Saryusz-Wolski". Nie znamy treści rozmów kuluarowych, nie wiemy co skłoniło Jacka Saryusz-Wolskiego do takiego a nie innego działania, nie opublikowane zostały żadne materiały z pobytu A. Merkel w Polsce (w tym te dotyczące spotkania w niemieckiej ambasadzie A. Merkel z "totalna opozycją"), nic nie wiemy co tak naprawdę ustaliły mocarstwa europejskie na spotkaniu w Wersalu ani też nie znamy treści rozmów w grupie V4 i też nie mamy żadnych informacji dotyczących przebiegu lobbowania niemieckiej kanclerz za D. Tuskiem. Jedyne co wiemy - i zresztą w takich sytuacjach zawsze tak jest - to te strzępki informacji ujawnianych w takim zakresie w jakim chcą je ujawnić polscy i zagraniczni uczestnicy szczytu na Malcie.

Z drugiej zaś strony to bardzo mocno jestem zdziwiony emocjonalną i bezrefleksyjną postawą prawicowych dziennikarzy, blogerów i analityków, którzy ulegli narracji krajowej wojny "totalniaków" z PiS-em. Przecież to, że z reguły nie są  nam znane wszystkie okoliczności i treści rozmów dotyczących podjęcia przez polityków określonych decyzji jest rzeczą oczywistą i z reguły nawet opierając się na szczątkowych informacjach oraz własnej wiedzy i analitycznej intuicji, wartościowi prawicowi autorzy potrafili dogłębnie i logicznie przedstawiać swoje zdanie na określony temat i to w sposób rzetelny oraz wieloaspektowy. W tym zaś przypadku oceny stały się emocjonalne i o dziwo pozbawione głębszej refleksji i w wielu "odsłonach" były i są one krytyczne wobec działań obecnych władz w zakresie operacji "Saryusz-Wolski". Mam nadzieję, że ona już niedługo przyjdzie i pojawią się teksty racjonalne, wyważone i odnoszące się do realiów a nie wyobrażeń o nich.

Natomiast ja osobiście wobec ponownego "wyboru" D. Tuska na szefa Rady Europejskiej mam kilka spostrzeżeń, które też ocierając się o formułę "political fiction", posłużą - mam nadzieję - jako materiał do dyskusji i refleksji.

Po pierwsze. 

Warto spojrzeć realistycznie na znaczenie funkcji szefa Rady Europejskiej. Obecnie jest ona  raczej funkcją fasadową w strukturze decyzyjnej UE i jako taka nie wymaga, aby sprawował ją jakiś znaczący i sprawny intelektualnie oraz przygotowany merytorycznie polityk a z teraźniejszego punktu widzenia IV Rzeszy czyli niemieckiej UE wymagania te są wprost odwrotne i je idealnie spełnia podnóżek A. Merkel - D. Tusk.

Ogólnie zaś sam nie wiem, dlaczego w ogóle ta funkcja powstała i sądzę, że jedynie po to, aby pozostawić fałszywą namiastkę jakiegoś niby narodowego charakteru współpracy państw w ramach UE.

Czym jest ta funkcja było wiadomo już wcześniej..., bo czy przed objęciem szefowania w Europie i na świecie (oprócz Belgii) słyszał ktoś o Hermanie Van Rompuy'u i czy ktoś teraz jest w stanie wymienić choćby jedną ważną jego europejską inicjatywę? Nikt już o nim nie pamięta i tak samo nikt nie będzie w stanie wymienić czegokolwiek dobrego o D. Tusku za wyjątkiem tego, że reprezentował Niemcy a za jego kadencji nastąpił Brexit, inwazja islamu i co jeszcze, to zobaczymy.

Po drugie

Należy się zastanowić, czy w kilkumiesięcznym okresie poprzedzającym marcowy "wybór", ktokolwiek sądził, że reelekcja D. Tuska na szefa Rady Europejskiej może być zagrożona.

Sądzę, że tak a pierwszym, który o takiej ewentualności myślał był zapewne sam D. Tusk, bowiem jego kadencja była jeszcze bardziej miałka niż jego śmiesznego poprzednika.

Mimo dekoracyjnego charakteru owego stanowiska, to jednak w jego pełnieniu trzeba wykazać choć odrobinę jakości politycznej. A tej D. Tusk nie miał nigdy i nie ma jej teraz. Stąd ogólnie oceniany był w UE jako polityk przeciętny i mierny a jego ponowny wybór wcale nie był pewny, nawet w kalkulacjach A. Merkel. Dlatego też A. Merkel prowadziła wielostronne dyskusje z różnymi politykami, ze szczególnym uwzględnieniem polityków polskich. I - zdając się na relację J. Kaczyńskiego - przed samym szczytem była skłonna nawet zgodzić się z wetem polskiego rządu i poświęcić (w imię zapewne jakichś ustępstw Polski wobec Niemiec) D. Tuska. Podobnie wyglądała sytuacja z V. Orbanem, który podobno też miał zapewnić polskie władze o swoim poparciu.

Nawet jeszcze przed zgłoszeniem przez Polskę Jacka Saryusza-Wolskiego mówiło się, że być może zgłoszony zostanie inny kandydat, chyba z Irlandii. W takiej sytuacji wybór dla PiS-u byłby trudny - musiałby głosować nie na obywatela z polskim paszportem a z innym.

Po trzecie

Wobec powyższego, zasadne jest dodatkowe zastanowienie się dlaczego D. Tusk stał się nagle jedynym kandydatem Niemiec na szefa Rady Europejskiej i dlaczego A. Merkel zmieniła zdanie i tak mocno zaangażowała się w lobbowanie na rzecz tego niemieckiego kandydata z polskim paszportem, lobbowania na tyle skutecznego, że przekonała nawet Węgry i inne kraje do jego akceptacji.

W tym obszarze jest najwięcej znaków zapytania i możemy się tylko domyślać powodów.

Bardzo prawdopodobna jest po prostu polityczna gra A. Merkel mająca na celu wprowadzenie w błąd J. Kaczyńskiego, by ostatecznie i tak postawić na jej niemieckiego i bardzo spolegliwego kandydata D. Tuska, ale po drodze uzyskując jakieś nieznane nam szerzej polityczne cele związane z Polską i nawet w konsekwencji kończące się obaleniem jej obecnych władz. W tym obszarze celem A. Merkel mogło też być  zachwianie konsolidacji państw grupy V4, która przyszłościowo zagraża niemieckiej hegemonii w UE i prusaczka postanowiła "przywrócić" krnąbrne kraje do ich - wedle niej - odpowiedniego miejsca "w szeregu".

Być może też - wobec ogromnych problemów UE spowodowanych przez A. Merkel - kanclerzyca postanowiła "wystawić zająca", którego można "upolować" jako sprawcę wszelkich kłopotów UE, szczególnie przed wrześniowymi wyborami w Niemczech.

Jednym z powodów "zmiany" stanowiska A. Merkel mógłby być też stanowczy opór polskich władz wobec nakreślonych żądań strony niemieckiej w zamian za przychylność dla polskiego weta wobec D. Tuska. A takie żądania musiały paść w czasie ostatecznych negocjacji.

Zapewne też A. Merkel postawiła "pod ścianą" V. Orbana wymuszając na nim aprobatę wystawionego przez nią D. Tuska w zamian np. za brak sprzeciwu wobec nowej, restrykcyjnej węgierskiej ustawy dotyczącej islamskich uchodźców. Natomiast wobec innych, wahających się krajów użyła na pewno równie ważkich argumentów, czemu się tak naprawdę dziwię bowiem UE przeżywa takie kryzysy, że pokazanie takiej buty i arogancji (przed szczytem Angela już się cieszyła z wygranej D. Tuska) może tylko przysporzyć jej wrogów wśród innych, mniejszych krajów UE.

Jeszcze innym pobocznym powodem chęci "upokorzenia" Polski były PR-owe obszary kampanii wyborczej A. Merkel i pokazanie Niemcom - wobec takiego samego antypolskiego stanowiska jej kontrkandydata M. Schulza - że dalej traktuje Polaków jak od zawsze i podświadomie nas traktuje większość Niemców, szczególnie elit niemieckich, które cały czas realizują niemiecki projekt Mitteleuropy. Jeżeliby uznać ten powód za istotny, to faktycznie po "wyborze" D. Tuska jego krajanka A. Merkel zyskała kilka punktów procentowych w krajowych sondażach i wyszła na zdecydowanie prowadzenie w walce o fotel Kanclerza Niemiec.

Chyba jednak zgłoszenie przez polski rząd Polaka Jacka Saryusza-Wolskiego było tym ostatecznym powodem konsolidacji negatywnych niemiecko-unijnych, lewacko-liberalnych sił przeciwko Polsce, choć i tak było oczywistym, że zdecydowana większość krajów unijnych go nie poprze i wygra w tej rozgrywce D. Tusk, jako jedyny - oprócz - J. Saryusza-Wolskiego kandydat.  

Ta nominacja jednakowoż skomplikowała całą sprawę, i w Europie, choć raczej D. Tusk wydawał się pewny, ale też w Polsce. Bowiem - wedle mnie - były już przez Niemcy i "totalną opozycję" reprezentującą m.in. ich interesy w Polsce przygotowane działania oraz gotowa narracja, że PiS-owski rząd nie głosował na Polaka i zdradził Polskę a tymczasem wystawienie kandydatury J. Saryusza-Wolskiego zaprzepaściło te plany. B. Szydło więc ostatecznie nie zdradziła Polski bo wystawiła Polaka i to oddalonego merytorycznie o lata świetlne od miałkiego D. Tuska. I stąd się wzięła ta wściekłość PO i innych totalniaków, gdy rząd wystawił polską kandydaturę i to z szeregów PO. Już wszystko przecież było przygotowane, aby oskarżyć PiS o zdradę a tu "taki pasztet". Nawet GW w tytule piątkowego wydania dumnie napisała, że "Polak został wybrany na drugą kadencję..."... Oj... nie zmienili narracji i zabrzmiało infantylnie.

Śmiem zresztą tylko hipotetycznie i bez dowodów twierdzić, że - odnosząc się do niemieckiej roli w grudniowym puczu totalnej opozycji - że i Niemcy chciały w ostatniej chwili zgłosić głosem innych jakiegoś kontrkandydata, jeszcze bardziej antypolskiego niż D. Tusk i postawić PiS pod "ścianą wyboru". I w tym obszarze nagła i późna kandydatura europosła J. Saryusza-Wolskiego mogła rozwścieczyć A. Merkel i chcąc w tej swojej prusackiej nienawiści do Polski ją "upokorzyć" emocjonalnie i raczej ad hoc postawiła niemal wszystkim krajom zapewne jakieś ultimatum i zdecydowanie zaczęła lobbować za D. Tuskiem, bo oprócz innych elementów, to ... m.in. przestraszyła się kompetencji polskiego europosła.

Wystawienie i poparcie przez Polskę J. Syriusza-Wolskiego sprawiło, iż bezsensownym stało się wystawienie przez Niemcy innej kandydatury, bowiem polski rząd tak czy inaczej popierałby Polaka i wobec tego na nic zdałaby się propaganda zdrady Polski przez PiS. 

Tak dygresyjnie. Sądzę jednak, że A. Merkel stawiając wszystko na w sumie mało istotny dla UE "wybór" D. Tuska już długookresowo przegrała, bo następnym razem raczej niektóre kraje już nie będą słuchały potulnie Niemiec a sprawy te będą o wiele istotniejsze. Podobnie arogancja i buta innych przywódców unijnych (m.in. Francji) pokazały innym mniejszym krajom, co one tak naprawdę znaczą dla liderowo i establishmentowo liberalno-lewicowego jądra Starej Unii, czyli znaczą "mniej niż zero". I na pewno te kraje ostatecznie i wreszcie dobitnie (bez jakichś tam gładkich słówek) zobaczyły jakim totalitarno-komunistycznym i antydemokratycznym tworem jest UE czyli ZSRR-bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli IV Rzesza Niemiecka. Okazało się wreszcie realnie, że demokracja w UE jest wtedy, gdy pozwala zrealizować cele elit UE a jej nie ma, gdy demokracja staje się faktycznie pierwotnie demokracją, która nie akceptuje ich poglądów. Wtedy elity UE są w stanie zmieniać zasady demokratyczne, a więc cała UE to totalitarna fikcja komunistycznego pokolenia '68 wspierana przez zadziwiającą koalicję starszych panów skupionych wokół syjonistycznych elit finansowych.

Tak naprawdę powyższe jest naprawdę sukcesem J. Kaczyńskiego. Od teraz nikt z UE nie ma prawa zarzucać nam braku demokracji, bo demokracja w Polsce jest naprawdę a w UE jej nie ma i jest ona totalitarnym lewackim szpetnym tworem.

Po czwarte

Należy zadać sobie pytanie: czy ktokolwiek mógłby sądzić, że obecne polskie władze mogły poprzeć niemieckiego i antypolskiego oraz najbardziej niszczącego Polskę premiera D. Tuska na kolejną kadencję szefowania Radzie Europejskiej?

Oczywiście, że nie. I dlatego jakoś jestem zażenowany niektórymi opiniami prawych autorytetów krytykujących polski rząd. Przecież przez całe 8 lat rządów PO walczyliśmy z D. Tuskiem uważając go za niemal przestępcę i likwidatora Polski. Musiał być głos sprzeciwu i wiedzieli o tym zarówno wyborcy PiS, jak i totalna opozycja.  I tu też wygrał J. Kaczyński, bo sprzeciwił się nie narażając się na zarzut zdrady a dodatkowo udowodnił, że UE to antydemokratyczna instytucja wymagająca zmian i nie mająca żadnego moralnego prawa pouczać Polski w zakresie praworządności i demokracji, bo - powtórzę - w Polsce ona jest a w Unii Europejskiej jej nie ma.

W tym kontekście warto przytoczyć pewną analizę dokonaną przez jednego z polskich przedsiębiorców [3]:

"Jeżeli Tusk przegrałby przy braku poparcia PiS, wróciłby do kraju i zagroziłby zjednoczeniem opozycji, miałby dwa lata na przygotowanie się do wyborów. Dodatkowo Kaczyński byłby oskarżany za każdą złą dla Polski decyzję Unii Europejskiej, bo przecież PiS ponosiłby odpowiedzialność za nową strategię UE, a ta nie byłaby już "winą Tuska". 

Jeżeli Tusk przegrałby przy poparciu PiS, wówczas wróciłby do kraju jednoczyć opozycję, mając dwa lata do wyborów. Prawo i Sprawiedliwość nie miałoby już zbyt wielu argumentów przemawiających za krytykowaniem poczynań Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, skoro w tym przypadku rząd polski by go poparł. 

Jeżeli Tusk wygrałby przy poparciu PiS, wówczas Kaczyński odsunąłby Tuska od naszych przyszłych wyborów parlamentarnych, ale z drugiej strony nie miałby argumentów na krytykowanie Donalda za działania w UE. Miałby też mniej argumentów na osłabianie jego pozycji w Polsce, a za trzy lata Tusk wjechałby do Polski na białym koniu.

Ale skoro Tusk wygrał przy braku poparcia PiS, będącym w zasadzie jedynie markowaniem braku przez polski rząd, to:

  • nadal wszystko co dzieje się "złego" w UE jest winą Tuska,
  • wreszcie można go pociągać po prokuraturze z gwarancją, że po oczernianiu przed Komisją wróci do Brukseli nie mając wpływu na opozycję i na obronę poprzez krajowe media,
  • po zakończeniu kadencji Tusk nie wróci na białym koniu z Brukseli, bo społeczeństwo będzie non stop bombardowane sprawami przeciwko Tuskowi z wewnątrz Polski oraz poprzez komunikowanie jego "zdradzieckich" działań w Radzie Europejskiej przeciwko Polsce,
  • działania Tuska na rzecz opozycji zostają wstrzymane de facto aż do wyborów (mniej więcej wtedy kończy się jego kadencja w RE), więc opozycja pozostaje rozbita, tak jak teraz,
  • Tusk zostaje osłabiony także w UE, bo przecież "nie poparł go jego własny kraj".

W tej chwili świat nie ma wątpliwości, że PiS zrobił wszystko, żeby zrzucić Tuska ze stołka. Tak naprawdę jednak zrobił wszystko, żeby na tym stołku nie stała mu się żadna krzywda.

Komisja śledcza ds. Amber Gold na dzień przed wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej wspomniała o przesłuchaniu syna Donalda Tuska. Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieli strącić Tuska ze stołka, to jego syn byłby przesłuchiwany w ciągu ostatnich dni, a w jak najbliższym terminie przed wyborami na komisji musiałby stawić się sam Donald Tusk. Dlaczego tak się nie stało? Ryzyko było po prostu zbyt duże – taki obrót spraw zaszkodziłoby reelekcji, której tak naprawdę PiS chciał.

Wszyscy dziwili się, że grupa wyszehradzka popierała Tuska, a Szydło niemal w ostatniej chwili zaczęła przekonywanie do swoich racji... Angelę Merkel - jedyną pewną kumpelę Donalda, która decyzji o jego poparciu szybko nie zmieni. PiS o stanowisku grupy w ogóle nie mówił, nie krzyczał o zdradzie, o rozłamie, bo tak naprawdę jest z jej członkami dogadany. Nie daj Bóg Węgry, Czechy lub Słowacja wycofałyby poparcie dla Tuska, a wtedy pojawiłaby się szansa, że nagle wyskoczyłby trzeci kandydat i Tusk mógłby się posypać. Wówczas PiS otrzymałby to, czego nie chciał. A gdyby ktoś pytał o decyzję Orbana, to sam fakt, iż węgierski premier jest z tej samej frakcji, do której należy PO, chyba wystarczy na usprawiedliwienie oddania głosu na największego wroga Kaczyńskiego.

Do gry został wystawiony Jacek Saryusz-Wolski, kandydat nie do podważenia merytorycznie, a w dodatku (do niedawna) polityk Platformy Obywatelskiej. Kandydat ponad podziałami, ale taki, którego z całą pewnością nikt nie zauważy i który nie stanowi absolutnie żadnego zagrożenia dla pozycji kończącego pierwszą kadencję szefa Rady Europejskiej. Lud kupił, że PiS znalazł alternatywę dla braku poparcia Tuska. W rozmowach liderów podczas wyborów szefa RE Saryusz-Wolski był już pomijany. Ten pionek miał być spójnym elementem strategii jedynie dla elektoratu PiS. W tym punkcie można się zastanowić, czy PiS nie mógłby wystawić kogoś mocnego ze swojej ekipy, ale… wtedy ktoś mocny z PiS przegrałby z Tuskiem, a tak to właściwie z Tuskiem przegrał ktoś z Platformy. Więc de facto największym wygranym jest Kaczyński".

Po piąte 

Pewien obszar całej tej politycznej akcji jest niemal niezauważalny a wyrażający się w odpowiedzi na pytanie: dlaczego Jacek Saryusz-Wolski podjął się roli, której końcowym efektem i tak była jego przegrana z D. Tuskiem?

Otóż wydaje mi się, iż właśnie on - a nie J. Kaczyński - był inicjatorem całego przedsięwzięcia. Ten Polak  jest jednym z najdłużej pełniącym obowiązki europosła. Jest merytorycznie chyba najlepiej przygotowany do tej roli a jednocześnie jest polskim patriotą ze szlacheckim, polskim rodowodem a nie rodowodem syjonistycznych komunistów i nazistów.

Przez tyle lat europosłowania zyskał szacunek, ale też wielu przyjaciół, którzy zapewne są mu lojalni i przekazali mu jakieś informacje, które wymagały postawienia całej swojej kariery na szali, aby bronić Polski i polskich interesów. Mogą o tym świadczyć jego wpisy, których kwintesencją mogą być jego słowa: "wysiadłem na przystanku Polska" oraz swego czasu nazwanie D. Tuska "szmatą". 

Jacek Saryusz-Wolski unika wywiadów i publicznych wypowiedzi. Sądzę, że dokładnie wie dlaczego i wydaje mi się, iż taka została przyjęta strategia wspólnie z J. Kaczyńskim. Oni wszystko wiedzą i wiedzą, że być może cała operacja "Saryusz-Wolski" ostatecznie się udała i pokazała prawdziwe oblicze UE a to jest niezbędne, żeby zmienić oblicze UE i powstrzymać hegemonię Niemiec.

I tyle moich refleksji. Liczę na dyskusję :)

[1] Minister Witold Waszczykowski: "Nasz oficjalny kandydat Jacek Saryusz-Wolski w ogóle nie został dopuszczony pod dyskusję, nie mówiąc o głosowaniu. Kiedy postawiono sprawę Tuska, zapytano tylko, kto jest przeciw. Mówienie o 27:1 jako wyniku głosowania jest nieuprawnione, bo nie wiemy, który z tych 27 krajów byłby za, a kto by się wstrzymał. To pytanie w ogóle nie padło" - za: http://wpolityce.pl/swiat/331111-waszczykowski-o-kulisach-szczytu-re-nie-dano-sie-wypowiedziec-panstwom-ue-z-gory-zalozono-ich-poparcie-dla-tuska

[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/01/cesarz-tusk-jest-nagi-i-jego-dworzanie.html

[3] http://opinie.wp.pl/zwyciestwo-tuska-to-tak-naprawde-zwyciestwo-kaczynskiego-6099544781214849a

 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

KOMENTARZE

  • Niektórym się wydaje,że ten Człowiek przeg­rał,kiedy tak nap­rawdę zos­ta­wił wszys­tkich w tyle..
    https://pbs.twimg.com/media/C6j_YOVWoAQdw3J.jpg

    Oni już są Zwycięzcami.
    Ich szcze­re ce­le i praw­dzi­we sprawiły,że Polska jest dum­na z te­go co ro­bią,
    bo nie ro­bią te­go dla siebie

    https://pbs.twimg.com/media/C6i7kRoVwAEvOUG.jpg
  • @Husky 17:05:58
    Ach! To wymowne ( i jakże wiele mówiące!) spojrzenie w oczy! :)))

    Pocałunek prezesa, ktory ustawia premiera i prezydenta. Ciekawe w co Duda jest całowany.
  • @Husky 17:05:58
    https://vk.com/images/stickers/101/128.png
  • Szydło swoim:Nie - zrobiła z May postać na miarę Chamberlain'a,a typa z Paryża fiuta 4% he,he,he...
    O reszcie pajaców,to nie będę się rozwodził.

    W takich okolicznościach o jakich mówił min.Waszczykowski,to wybór Tuska jest wątpliwy i premier Szydło powinna tego fagasa Merkel nie uznawać.
  • UE
    Merkel wybrała Tuska jako że to jej najważniejszy pionek w rozgrywkach przeciw Polsce i przeciw PiS–owi
    Tusk i Merkel można rzec odnieśli pyrrusowe zwycięstwo, by nie powiedzieć pyrrusową klapę.
    Nie było głosowania, a jest Tusk na II kadencję.
    Pytanie zatem, jest to samozwaniec, uzurpator, namiestnik kanclerzyny? Nie to jej lokaj i dywanik w jednym.
    Przez nasz obecny rząd nieuznawany, jako taki może być traktowany per noga, jako niebyt.
    Rozważania, że jakby Tusk nie ,,wygrał” to by wrócił i zjednoczył opozycję, nie przekonują.
    Co najwyżej byłoby szarpanie się ze Schetyną.
    Kijowski dalej by łasił się na kasę, Petru szefował by Nowoczesnej i walczył o elektorat PO, a Kaczyński szykował do postawienia Tuskowi mocnych zarzutów, ale dopiero gdy podporządkuje sobie całkowicie prokuratorów i sędziów.
    Jakikolwiek wjazd Tuska do Polski na białym koniu to fikcja nie do zrealizowania.
    Jak wjedzie to w karetce więziennej i taki scenariusz na razie się rysuje.
    Kaczyński witał Szydło z kwiatami na lotnisku?
    Widać był w pełni zadowolony z takiego obrotu sprawy.
  • Wreszcie co na chłodno.
    5 x *
  • @Lotna 17:51:56
    Ach! To wymowne ( i jakże wiele mówiące!) spojrzenie w oczy! 8-)))


    http://isakowicz.pl/wp-content/uploads/2015/10/MG_9035ab.jpg
  • @nikander 19:27:13
    Dziękuję, ale w sumie to moim zdaniem była niezwykła zagrywka Kaczyńskiego, ale dalej obstaję, że inicjatorem był JSW, który wiedział, co oni zamierzają.
    Pozdrawiam
  • @Husky 19:50:43
    Kopacz uniżona wobec Tuska, Tusk wobec Merkel a Merkel wobec kogo?
    :)
    ]\Pozdrawiam serdecznie
  • @krzysztofjaw 20:23:26
    Witam. Merkel wobec kogo ?. Ave. http://www.rischiocalcolato.it/wp-content/uploads/2015/06/RC_Usa10.jpg
  • @krzysztofjaw 20:23:26
    Francja -stan wyjątkowy, Holandia -konflikt międzynarodowy, Niemcy, Szwecja, Belgia - terroryzm, przemoc, rasizm.

    Ale UE zajmuje się Polską.
  • @
    prezio i ksieza ze znanego! zakonu .............. i kaczynskiego na zawssze dziewica!

    Za kaczynskim ksieza sznurem!!!
  • Pamiętacie ? Nie wierzyłem Tuskowi , nie wierzę i wierzyć nie będę .
    https://pbs.twimg.com/media/C6u9tC_W0AMu7zW.jpg
  • W całym kraju organizowane są protesty przeciwko PIS
    https://pbs.twimg.com/media/C6qMrPfWkAAxYio.jpg
  • wszyscy
    Dziękuję za wszystkie komentarze, niezależnie czy pozytywne czy negatywne

    I tak ogólnie. Mnie śmieszą bardzo proste analizy mówiące, że JK popełnił błąd i wszystko było zrobione fatalnie, źle, itd, itp... Przecież ostatnie miesiące to był dziwny ciąg wydarzeń i spotkań. Ja wiem, że dla Polski czy Niemiec był to ważny wybór, ale przecież tak naprawdę taki szef jak D. Tusk nie ma nic do gadania a prawdopodobnie od Merkel dostanie rozkaz zrobienia coś z uchodźcami, czyli forsowania przymusowej relokacji uchodźców. Już wiemy, że Polska nawet sama się temu przeciwstawi :).

    I jeszcze jedno dla tych wszystkich psioczących na Kaczora. Owszem, jeżeli go nie lubimy i nie cenimy to ok, ale proszę mi w takim razie wyjaśnić postawę JSW? Czy on postawiłby całą swoją karierę na szali bez powodu? Sadzę, że musiał mieć BARDZO WAŻNY powód, który skłonił go do uczestnictwa w całej tej dyplomatycznej akcji a może był jej inicjatorem. Sprawa musiała być na tyle nagła, że wszystko zostało zrobione niemal w ostatniej chwili. Może kiedyś się dowiemy co stało się powodem takiego zachowania JSW, bo na razie na pewno nie.

    Pozdrawiam
  • @Repsol 20:54:09
    I tak właśnie myślę. Tyle tylko, że i Soros jest uniżony wobec np. grupie: Rothschild - Rockefeller - Morgan - Wartburg i inni a nad wszystkim czuwa Sanhedryn.
    Pozdrawiam
  • @Husky 21:13:25
    No niestety... chyba już polskie paliwo jako przesłaniacz problemów unijnych się wypaliło. Widzimy rzeczy, które powoli zmierzają do jakiegoś europejskiego konfliktu. Niedługo będziemy mieli uchodźców u siebie: Niemców, Francuzów, Holendrów, Szwedów, Duńczyków, Belgów, Włochów czy Hiszpanów. V. Orban już ich zaprosił i chyba my tez będziemy musieli :).
    A w czasie rewolucji giną najważniejsze głowy. Więc chyba stąd to strachliwe milczenie eli UE (tez Tuska) na temat tych wszystkich konfliktów a ostatnio w Holandii.
    Pozxdrawioam
  • @Husky 17:05:58
    We Francji - stan wyjątkowy, w Holandii – konflikt międzynarodowy, w Niemczech, Belgii, Szwecji – terroryzm, a UE zajmuje się Polską.

    Sprzeciw polskiego rządu wobec unijnych patologii w trakcie „wybierania” Donalda Tuska został zakrzyczany, ale problemów UE zakrzyczeć się nie da.

    Politycy Platformy Obywatelskiej już sami nie kontrolują, w ilu wersjach funkcjonuje ich wrzutka o tym, że Jarosław Kaczyński wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Jeszcze się nie pojawiła wrzutka o wyprowadzaniu naszego kraju z NATO, ale ona też wisi w powietrzu. Argument o wyprowadzaniu Polski z UE jest wyjątkowo toporny i słabo uargumentowany, ale to bez znaczenia. To ma być bowiem młot, a nie wyrafinowane narzędzie. Na zasadzie: krytykujesz instytucje Unii Europejskiej czy jakieś ich procedury, to dążysz do rozbicia całej Unii. Ostatnio coraz częściej pojawia się argument, że dzieje się to „ręka w rękę z Putinem”. Tylko stosując argument młot można uniknąć merytorycznej dyskusji, bowiem wtedy wszystko sprowadza się do czerni i bieli, dobra i zła, tak i nie. A w tej koncepcji UE jest absolutnym dobrem (wręcz imperium dobra) oraz królestwem jasności. Eurosceptycyzm (nawet ten nie kwestionujący potrzeby i sensu istnienia Unii Europejskiej) jest wtedy potworną zbrodnią, zaś eurorealizm – ciężkim przestępstwem. Stąd się bierze skłonność tych, którzy oskarżają PiS i Jarosława Kaczyńskiego o dążenie do wyprowadzenia Polski z UE, do karania wszelakiej mniemanej euroherezji niemal obcinaniem rąk. Skądinąd zadziwiające jest to częste odwoływanie się europejskich hiperdemokratów do stylistyki Józefa Cyrankiewicza, straszącego w 1956 r. w Poznaniu „odrąbaniem ręki podniesionej przeciw władzy ludowej”

    W polskich warunkach dochodzi jeszcze jeden czynnik – ogromne kompleksy. Cała ideologia „europejska” została w III RP zbudowana na kompleksie niższości wobec Zachodu i tzw. starej Unii oraz na wypieraniu polskości jako zła, a co najmniej przeszkody. Zapowiedzią tego była głośna ankieta „Znaku” z 1987 r., gdzie objawił się trzydziestoletni historyk Donald Tusk ze swoim sformułowaniem, iż „polskość to nienormalność”. „Europejskość” miała być lekarstwem na kompleksy z jednej strony i polskość – z drugiej. W praktyce polegało to na takiej demonstracji „europejskości”, która była mieszanką zachowań neofity, prozelity i arywisty, a wszystko to w komsomolskim sosie. Tego rodzaju postulat „europejskości” był jednocześnie formą nacisku i rodzajem opresji. I był podstawą inżynierii społecznej stosowanej w polityce kolejno przez Unię Demokratyczną, Unię Wolności i Platformę Obywatelską (ostatnio także przez Nowoczesną), zaś w mediach przez Agorę i „Politykę”, a potem TVN, media Springera (obecnie Ringier Axel Springer), m.in. Onet, „Fakt”, Newsweek Polska” oraz (z różnymi „zakosami”) przez media grupy Polsat. Po 1989 r. Polacy byli nieustannie wzywani do zdawania egzaminów z „europejskości”, która polegała na papugowaniu jakichś zachowań i postaw, ale przede wszystkim na bezkrytycznym wyznawaniu wiary w Unię Europejską. Najczęściej sprowadzało się to do postaw niewolniczych, poddańczych, kamerdynerskich czy lokajskich, czyli niemających nic wspólnego z prawdziwą europejskością. Obnoszenie się z takimi zachowaniami mało gwarantować akceptację na unijnych salonach, czyli poprawiać samopoczucie. I co najdziwniejsze, ten rodzaj zniewolenia był przedstawiany jako emancypacja. A całkowite poddanie się tandetnej ideologii „europejskości” miało być dowodem nonkonformizmu, otwartości oraz przynależności do lepszego świata – mitycznej Europy.

    Jarosław Kaczyński i PiS są dlatego tak mocno obecnie atakowani i oskarżani o chęć wyprowadzania Polski z UE, że twarda postawa Beaty Szydło w Brukseli obnażyła sztuczność, naiwność i infantylizm bezwarunkowej wiary w Unię Europejską jako imperium dobra, raj na Ziemi i królestwo jasności. Wiary wynikającej z ogromnych kompleksów, a nie poczucia wyższości – jak się to próbuje tłumaczyć. Wiary podbudowanej „paciorkami dla dzikusów”, czyli np. stanowiskiem przewodniczącego Rady Europejskiej dla Donalda Tuska. Nikt nie lubi, kiedy obnażana jest jego hipokryzja i ideologiczne zaślepienie, gdy próbuje się leczyć naiwność i infantylizm. To dlatego taką wściekłość i nienawiść wywołują po stronie opozycji te wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w których mówi on o jej fałszywej świadomości. Cała „europejskość” opozycji jest bowiem fałszywą świadomością, a także rodzajem zbiorowej halucynacji pomieszanej z magią. Opozycja wygląda jak odurzona, a jednocześnie zafiksowana na bezmyślnych magicznych formułach i zaklęciach. Co bardzo zabawne, ta opozycja uważa się za uosobienie racjonalizmu i ma niebywałe mniemanie o inteligencji własnej oraz swoich zwolenników.

    W świecie wolnym od fałszywej świadomości i magii mówienie o wyprowadzaniu przez Jarosława Kaczyńskiego Polski z UE ma mniej więcej taki sens, jak zarzuty wyprowadzania z Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) tych federacji narodowych, których władze nie godziły się z ogromem korupcji, kolesiostwa, układów, nieprzejrzystych zasad funkcjonowania i wręcz mafijnych sposobów budowania większości podczas wyborów w tej organizacji. Ci „buntownicy” doprowadzili do ustąpienia „nieśmiertelnego” szefa FIFA, Josepha „Seppa” Blattera, urzędującego przez cztery kadencje (w latach 1998 – 2015) i wybranego na piątą, lecz po kilku dniach zmuszonego do dymisji. Polska zaprotestowała przeciwko takiemu sposobowi funkcjonowania Unii Europejskiej za czasów Jeana-Claude’a Junckera (jako szefa Komisji Europejskiej) i Donalda Tuska (jako przewodniczącego Rady Europejskiej), który w szerokim sensie upodabnia UE do FIFA za rządów Seppa Blattera. O ile w wypadku FIFA była szeroka koalicja sprzeciwu, o tyle w UE na razie zaprotestowała tylko Polska. No i Wielka Brytania, ale to państwo wolało wyjście z UE od jej reformowania. Polski rząd wyprowadzać naszego kraju z UE w żadnym razie nie zamierza. Chciał tylko czytelnych zasad powoływania przewodniczącego Rady Europejskiej. I dlatego stał się obiektem ataków.

    Analogia z FIFA podczas powoływania Donalda Tuska na drugą kadencję wydaje się uzasadniona z tego powodu, że także w Unii Europejskiej chodzi m.in. o przeciwstawienie się „ustawkom” przy wybieraniu przewodniczących różnych instytucji, m.in. Rady Europejskiej. W FIFA udało się być może dlatego, że patologie były już tak bardzo widoczne, że nie do zniesienia. W UE są widoczne, lecz większość udaje, że ich nie ma. Albo widzi je nie tam, gdzie rzeczywiście są. Od wielu miesięcy we Francji trwa stan wyjątkowy ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami i ograniczeniami demokracji. Od kilku dni jesteśmy świadkami ostrego konfliktu między członkiem UE – Holandią a Turcją będącą poza Unią. Władze w Ankarze próbowały włączyć mniejszość turecką w Holandii w referendum dotyczące ustroju Turcji. A konsekwencją są nie tylko przepychanki z ministrami tureckiego rządu, lecz zamieszki w Holandii, zagrożenie całej unijnej polityki wobec tzw. uchodźców, co oznacza wiszący w powietrzu kryzys, podważający bezpieczeństwo całej UE. Już niemal codziennie mamy ataki terrorystyczne w Niemczech oraz zagrożenie nimi w Belgii, Szwecji, Austrii czy Włoszech. Mamy niekończące się akty przemocy na tle narodowościowym, rasowym i religijnym w wielu państwach członkowskich UE. Ale Komisja Europejska i Parlament Europejski oraz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk największe problemy widzą w Polsce. Sprzeciw polskiego rządu wobec unijnych patologii w trakcie „wybierania” Donalda Tuska został zakrzyczany, ale problemów UE zakrzyczeć i ukryć się nie da. Nawet gdyby cały unijny establishment pogrążył się w fałszywej świadomości – tak jak totalna opozycja w Polsce. Ten krzyk tylko jeszcze bardziej zwraca uwagę na problemy: i unijnych instytucji, i totalnej opozycji w Polsce.
    autor: Stanisław Janecki
    Publicysta tygodnika "wSieci".
    Ps..Nam zazdroszczą normalności. Chcieliby z nami tym bajzlem się dzielić. Skoro nam wypominane są pieniądze, to zakładam że samo wszczęcie procesu o reparacje wojenne w wysokości 6 bilionów zł, ustawiłoby raz na zawsze na właściwym miejscu "moralne" przywództwo Niemiec w światowej świadomości. Tusk i Plajtforma od dawna pracują nad tym, żeby Polskę dzięki paszkwilom o oszczerstwom przedstawić w jak najgorszym świetle bo POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ, normalność to szwabskość! To właśnie Tusk przez swoją bezwolność i serwilizm wykreował Polskę na chłopca do bicia. Dlatego brukselskie "elyty" właśnie na Polsce sobie używają. Potrzeba czasu, by ten haniebny wizerunek zmienić, ale trzeba to zrobić koniecznie i jak najszybciej. Dobrym początkiem ku temu była postawa pani premier na szczycie UE (wyrazy szacunku!). No, jak już ktoś powiedział, nie udało się Turkom pod Wiedniem, to uda im się pod Brukselą, w nieco dłuższym czasie. Odsieczy wiedeńskiej nie będzie, bo unia jej nie potrzebuje. A folksdojcze w Polsce zadowoleni z tego, że Merkel łamiąc demokratyczne zasady UE chciała upokorzyć naszą Ojczyznę. Precz z niemieckimi sługusami!
  • @krzysztofjaw
    Do tego trzeba dodać - DWIE PRĘDKOŚCI ZWIJANIA EUROPY i utworzenie Kalifatu Berlińskiego z Tuskiem jako odźwiernym **"Rz" wywiodła na podstawie zmanipulowanej wypowiedzi Le Pen że J.K. chce rozwalić UE- zakładam, że po zbliżeniu Polski z Chinami "Rz" oskarży go o plany budowy nowego chińskiego muru ...na Odrze!
  • @krzysztofjaw
    Jean-Paul Oury: Kolejne argumenty przemawiają dziś za tym, że dobrze być Polakiem! Ostatnie dyskusje sprowokowane wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej dotyczą - a być może to jest ich istota - również przysżłości projektu wspólnoty UE. Warto przy tej okazji posłuchać dość nieoczywistych głosów płynących z Europy Zachodniej. Kolejne argumenty przemawiają dziś za tym, że dobrze być Polakiem pisze Jean Paul Oury w serwisie wszystkoconajwazniejsze.pl.
    Choć tekst pochodzi sprzed kilku tygodni, to warto przypomnieć go dziś, gdy debata publiczna rozgorączkowana jest pytaniami o przyszłość Unii Europejskiej. Polska to kraj o wyjątkowej dynamice ekonomicznej i kraj fascynujących relacji społecznych. Wasz kraj to rozwijająca się, pełna młodzieńczej werwy kobieta, a Francja, mój kraj, kraj, który jest dla mnie tak ważny, więc piszę to z bólem, niestety zaczyna przypominać sklerotyczną staruszkę czytamy. Oury nawiązuje przy tym do kwestii otwarcia granic dla imigrantów i uchodźców. Nie można bowiem żądać szerszego otwarcia drzwi dla całego świata, jeśli nie wszyscy, jak widzimy, akceptują nasze, wypracowane przez wieki zasady. W tym zasady tolerancji, miłości bliźniego, szacunku dla słabszych, równych praw kobiet etc. Musimy dziś bardziej niż kiedykolwiek chronić naszych reguł, naszej tożsamości, naszego świata. Także więc naszych granic czytamy. Gdy analizuję tę sytuację, dochodzę do wniosku, że Polska w tym zakresie prowadzi bardzo dobrą politykę. Jak długo nasza liberalna demokracja przyjmuje ludzi bez szczególnej kontroli, bez poszanowania naszej tożsamości i szacunku dla naszych wartości, tak długo będziemy tu zmagali się z brakiem elementarnego bezpieczeństwa. Niestety, we Francji doszliśmy do granicy społeczeństwa otwartego pisze Oury.
    Ps..Nie sposób się nie zgodzić… W jak dużej części Francuzów, ale i szerzej, przedstawicieli państw Europy Zachodniej, kiełkują podobne myśli? Mam wrażenie, że prawda o sytuacji w Polsce dociera do coraz większej liczby zachodnich komentatorów. JP Oury, née en 1971, docteur en épistémologie, histoire des sciences et technologies. Nie należy do "dobromyślących, postępowych ect...".
  • @krzysztofjaw
    Może być z Tuskiem w roli głównej bardzo ciekawie a raczej nie ciekawie dla niego! Ponieważ immunitet Tuska ograniczony wyłącznie do Brukseli w Polsce go nie obejmuje!. Nie ma żadnych przeszkód prawnych, by przesłuchała go prokuratura.
    „Nie istnieją żadne przeszkody prawne, ze względu na immunitet przysługujący Donaldowi Tuskowi jako przewodniczącemu RE, aby polska prokuratura mogła go przesłuchać”. Prokuratura wyznaczy nowy termin przesłuchania Donalda Tuska. Ma złożyć zeznania w pierwszej połowie kwietnia. Śledczy chcą ponownie wezwać Donalda Tuska na przesłuchanie w sprawie współpracy SKW z rosyjską bezpieką. Kaczyński o wezwaniu Tuska do prokuratury: "Przysięgam na każdą świętość, że dopiero dziś się o tym dowiedziałem. To żadne osobiste nękanie". Może Pani w to wierzyć, albo nie, ale mogę przysiąc na każdą świętość, że dopiero dziś się o tym dowiedziałem. To żadne osobiste nękanie. Natomiast jest tak, że nazwisko Tuska przewija się w wielu postępowaniach. To jest fakt związany z normalnym funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości powiedział Jarosław Kaczyński, pytany na konferencji prasowej o wezwanie Donalda Tuska do prokuratury. Prezes PiS zapewniał, że cała sprawa nie ma „osobistego podłoża”, a zdziwienie może być związane z przyzwyczajeniem do tego, jak funkcjonował wymiar sprawiedliwości za czasów Platformy. Pytany o meritum sprawy, Kaczyński odparł:
    Wybaczy Pan, ale to pytanie do pana Tuska, pana Komorowskiego, a nie do mnie. Gdyby tu stał pan Komorowski i pan Tusk, inni przedstawiciele rządu Platformy, to może potrafiliby odpowiedzieć, ja nie potrafię zakończył.
  • @krzysztofjaw
    Nie dziwmy się, że polski rząd podjął walkę z Tuskiem. "Jednym z powodów jest inna wizja…"To rozgrywka, by zrobić z Tuska polityka, który reprezentuje Europę wobec Polski, a nie Polskę wobec Europy. Platforma gładko wchodzi w tę rolę".
  • @kula Lis 66 16:13:40
    Pomagamy Platformie


    Kogo spoza PO powinien przedstawić Schetyna jako kandydata na premiera?


    Mateusza Kijowskiego
    Krystynę Jandę
    Andrzeja Hadacza
    Ryszarda Petru
  • @Bara-bar 01:08:48
    czyli co poeta/ka miał/a na myśli, tzn. rżnięcie głupa koło słupa.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej