Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
408 postów 691 komentarzy

krzysztofjaw

krzysztofjaw - KONSERWATYSTA W IDEI I WARTOŚCIACH ŻYCIOWYCH, KONSERWATYWNY LIBERAŁ W GOSPODARCE. EKONOMISTA I FINANSISTA. PATRON DUCHOWY: BŁ. JERZY POPIEŁUSZKO, AUTORYTET MORALNO-ETYCZNY: ŚW. JAN PAWEŁ II, MENTOR POLITYCZNY: E. BURKE.

Przed 11 stycznia - G. Soros, USA, CIA i sytuacja w Polsce

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wydaje się, że obecnie CIA jest jakby w konflikcie z D. Trumpem, ale ja w to nie wierzę, bo byliby samobójcami, więc chyba CIA znów zainterweniowała w Polsce i pokazała Polakom jak śmieszna, hipokrytyczna i antypolska jest obecnie totalna opozycja

W swoim tekście "Nowa geopolityka: nasze stosunki z Kremlem (1)" [1] napisałem m.in.:

"Polska - po Brexicie  - jest dziś tak naprawdę newralgicznym krajem UE, która może doprowadzić do zmiany kierunku rozwoju UE i eliminacji z niej dotychczasowych elit. To nie są małe i oddalone od centrum Węgry. Stąd też jest taki atak zniemczonej starej UE na nowe władze polskie, bowiem Polska buduje wokół krajów Grupy Wyszehradzkiej alternatywę politycznego oblicza UE. Po nominacji D. Trumpa kraje te (w tym Polska) zostaną znacznie wzmocnione, co bardzo nie podoba się dotychczasowym elitom UE a najbardziej Niemcom".

Jako pewien suplement do tego tekstu - który jest zapowiedzią tematu 2 części moich geopolitycznych rozważań, która dotyczyć będzie naszych stosunków z USA oraz ze względu na szybko zbliżający się 11 stycznia - pragnę naprędce podzielić się z Szanownymi Czytelnikami kilkoma niepogłębionymi refleksjami na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce.

Otóż chyba ktoś mało obyty politycznie i naiwny (delikatnie mówiąc) może sądzić, że afera taśmowa (podsłuchowa) u Sowy i tam jeszcze gdzieś to była "robota" jakichś kelnerów napuszczonych przez jakiegoś Falentę. To jest po prostu niemożliwe.

Więc kto mógłby być i pewnie był kreatorem tejże afery?

Moim zdaniem w momencie zakończenia w 2013 roku tzw. resetu USA z Rosją dla USA rządy PO-PSL, które ten reset aprobowały, stały się już niepotrzebne a nawet przeszkadzające w nowej sytuacji skonfliktowania z Rosją. Trzeba więc było zrobić wszystko, aby zmienić władze w Polsce, zmienić na proamerykańskie i w sumie antyrosyjskie.

I wedle mnie cała ta afera podsłuchowa była wykreowana właśnie przez służby USA (CIA) i odniosła zamierzony skutek, bo PiS i A. Duda wygrali wybory. A przy okazji wszyscy Polacy dowiedzieli się jak antypolskie i antypaństwowe były rządy PO-PSL, dla których Polska była "dojonym" przez nich  "teoretycznym państwem", gdzie jest tylko "chuj, dupa i kamieni kupa".  Ponadto dodatkowym pozytywnym skutkiem było pozbycie się z Polski wielkiego sprusaczonego szkodnika i psuja D. Tuska, który uciekł pod skrzydła krajanki A. Merkel.

Wybory w USA wygrał D. Trump, co rozwścieczyło lewacko-demoliberalne światowe elity a najbardziej chyba żydowskiego grandziarza (jak to określa S. Michalkiewicz) G. Sorosa i oczywiście - jak wspomniałem - Niemców i samej kanclerzyny. Podobnie zresztą jak rozwścieczyły tych lewaków i G. Sorosa raz Niemców wybory w Polsce i wygrana A. Dudy i PiS-u (ZP). A jak mocna to była wściekłość widzieliśmy przez cały rok po zachowaniach totalnej opozycji spod znaku .N, PO, KOD i częściowo PSL.

Po wyborach w USA (pomimo rozpaczliwych działań G. Sorosa i spółki) D. Trump uzyskał akceptację elektorów i już 20 stycznia zostanie prezydentem USA. Jednak do tego czasu panuje w USA jakby bezkrólewie. Stąd właśnie do owego 20 stycznia elity lewacko-demoliberalne, nasi totalni zdrajcy, G. Soros, Niemcy (w tym BND oraz niemieckie media w Niemczech i w Polsce)) i spółka chcieli doprowadzić do zamachu stanu w Polsce [2], aby D. Trumpa postawić przed faktem dokonanym.

Na szczęście próba się nie udała, ale PiS zapewne o niej wiedział... bo skąd od razu były przygotowane przenosiny obrad do Sali Kolumnowej i "wymuszenie" przez marszałka sejmu na totalno-radykalnej opozycji rozpoczęcia przygotowanego wcześniej scenariusza destrukcji państwa i działań zmierzających do zamachu stanu? Musieli mieć to przygotowane wcześniej, a więc jakieś służby musiały też o tym wiedzieć i sądzę, że też raczej - oprócz polskich - przede wszystkim CIA.

G. Soros co jakiś czas robi sobie odprawy swoich żołnierzy z całego świata (co pięć, sześć lat), ale sytuacja stała się poważna bo zamach stanu w Polsce się nie udał więc żydowski finansowo-polityczny grandziarz G. Soros wpadł w złowieszczą panikę i w trybie pilnym wezwał sobie na przełomie roku R. Petru do siebie. Co ustalili? Nie wiem, ale musieli coś ustalić, stąd CIA "odpaliła" aferę Petru i Kijowskiego (KOD to też G. Soros ze Smolarami i Michnikiem).

Reasumując. Wydaje się, że obecnie CIA jest jakby w konflikcie z D. Trumpem, ale ja w to nie wierzę, bo byliby samobójcami, więc chyba CIA znów zainterweniowała w Polsce i pokazała Polakom jak śmieszna, płytka, hipokrytyczna i antypolska jest obecnie totalna opozycja w postaci .N, KOD czy części PO oraz części PSL. Być może dzięki temu uda się zapobiec kolejnemu zamachowi stanu w Polsce planowanemu przez grandziarza, polskich zdrajców i elity lewacko-demoliberalne na 11 styczna 2017 roku. I jeżeli dotrwamy - jako Polska - do 20 stycznia i zaprzysiężenia D. Trumpa na prezydenta USA to PIS może liczyć na długie rządy, tym bardziej, iż naprawdę dla Polaków zrobił więcej niż wszystkie rządy od 1989 roku i Polacy naprawdę to widzą. a różnica intelektualna oraz osobowościowa obecnych kadr rządzących Polską jest wprost nieporównywalna do imbecylskich i prymitywnych kadr totalnej opozycji.

I jeszcze to przyśpieszenie wejścia do Polski wojsk amerykańskich z ciężkim sprzętem bojowym...

G. Soros oczywiście w swoim starczym umyśle lamentuje, że odradza się na świecie faszyzm i ludzie odwracają się od totalitarnych lewackich idei i tychże elit oraz unicestwiają tym samym chore zamierzenia  zbudowania przez nich czegoś na kształt NWO i Jednego Rządu Światowego. Musimy się więc na pewno spodziewać, że będzie próbował jeszcze raz w Polsce, być może właśnie 11 stycznia dokonać przewrotu. Mam mam nadzieję, że mu i lewackim międzynarodowym elitom oraz naszym totalniackim targowickim zdrajcom się to nie uda. Liczę tu na mądrość Polaków, polskie władze, polskie i też nam sojusznicze służby specjalne i na wykazaną śmieszność, i intelektualną oraz osobowościową pustkę radykalnej opozycji, ale trzeba naprawdę uważać, bo oni są zdolni do wszystkiego, nawet do przelania polskiej krwi.

Pozdrawiam

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/01/nowa-geopolityka-nasze-stosunki-z.html

[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/12/grudniowa-proba-totalniakow-dokonania.html 

 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

KOMENTARZE

  • Polska od 89r, Polska Solidaruchów to nie jest suwereny kraj.
    Solidaruchy to obca agentura, lokalni zdrajcy pracujący dla zagranicy, bezideowi najemnicy za kasę i i trochę polskich "pożytecznych idiotów.
    Inna obecna "opozycja" to również obce agentury (KON, Nowoczesna...)
    Jedynie kanapa Kukiza jest chyba Polska.
    Inna Polska opozycja została starannie i brutalnie zniszczona by nie powiedzieć zamordowana (Lepper i je Samoobrona, Razem Piskorskiego).
    Polska opozycja lawirująca między interesem Polskim a narzuconym Polsce interesami zagranicy też została zlikwidowana (Miller i jego SLD)
    Jest trochę pozaparlamentarnych "Polskich" kanap. Jedne są Polskie a inne tylko wycierają sobie gęby Polską i są fałszywą flagą .

    Solidaruchy się podzieliły na tle któremu zagranicznemu decydentowi służyć. Część służy Rotszyldowi a część Rockefellerowi.
    Inaczej część jest pro Niemiecka (pro UE) a część pro Amerykańska.

    Jak widać z opisu w Polsce nie ma miejsca dla Polskich opcji politycznych.
    Polacy mogą głosować tylko na "żyda" pro Europejskiego albo pro amerykańskiego.

    Warto podkreślić na wspólny mianownik "żyd" czyli globalna mafia żydowska która opanowała i zawładnęła wszystkimi ważnymi instytucjami tzw zachodu po oby stronach wielkiej kałuży.

    W Polsce Solidaruchów Polacy to tylko lokalna siła robocza a nie suwerenny naród posiadający własną reprezentację.
    Cały MSZ od 89r jet czysto żydowski.
    Dla zagranicy oficjalnym przedstawicielem Polski jest zawsze żyd.
    Dla zagranicy Polska to państwo żydowskie w którym mieszka jeszcze jakaś lokalna ludność (jak w Palestynie Palestyńczycy)
  • W co grają USA?
    Oficjalnie gra idzie o kierunki amerykańskiej geopolityki, o zachowanie się USA wobec istniejącgo i przyszłych wyzwań.
    Administracja Obamy była skrojona pod planowany reset z Rosją, co miało umożliwić rozwiązanie podstawowego problemu Izraela, jakim był program atomowy Iranu.
    W pakiecie z problemem irańskim, zamierzano stworzyć warunki do zbudowania sojuszu anty chińskiego.
    Ten sojusz to idea zbudowania Eurazji czyli unii składającej się z UE i Rosji z jej unią celną, pod zarządem Niemiec i Rosji.
    Podstawowym problemem tego projektu było to, że ta Eurazja miała mieć za sojusznika USA a tak naprawdę to USA miało być hegemonem tego tworu czyli tak naprawdę to miałoby być włączenie Rosji do NATO i zachodniego systemu banksterskiej demokracji, czyli dalszy ciąg tego procesu jaki miał miejsce po 1989 roku w krajach zwanych demoludami.
    Słynna wypowiedź R.Sikorskiego o możliwym przyjęciu Rosji do NATO nie była wygłupem, ale odzwierciedlała istnienie takiego tematu na szczeblach dyplomacji unijnej i NATO-wskiejj(potwierdzałby to tekst żony Sikorskiego dla WP.
    Pisała ona:

    " Who knows? One day we may find ourselves helping Russia defend its borders against China, so we might as well start practicing. It looks as though Russia has tentatively agreed to join in a missile defense pact, whatever that means."

    Czyli w przełozeniu na język polski:

    Kto wie? Pewnego dnia możemy znaleźć się w sytuacji, że będziemy pomagać Rosji bronić swoich granic przed Chinami, więc równie dobrze możemy już zacząć ćwiczyć takie sytuacje. Wydaje się, że Rosja wstępnie zgodziła się dołączyć do paktu obronnego obrony przeciwrakietowej, cokolwiek to znaczy.

    http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2010/11/22/AR2010112205558.html

    Plan resetowej polityki administracji Obamy poniósł klęskę a przy tym paradoksalnie wzmocnił mocarstwowe plany Kremla co postawiło przed Ameryką podstawowe pytanie o to w jaki sposób odpowiedzieć na to wyzwanie.
    Obama już w 2013 zdecydował o polityce konfrontacji z Rosją, co zaowocowało Majdanem na Ukrainie i w efekcie skłoniło Rosję do działań na Krymie, w Donbasie i na koniec w Syrii a także było przyczyną zmiany ekipy rządzącej w Polsce.
    Administracja Obamy parła dalej do konfrontacji z Rosją, co przyczyniło się do takiego a nie innego wyniku szczytu NATO w Warszawie i obserwowanego przyspieszenia rozlokowania w Polsce amerykańskiej ciężkiej brygady.
    D.Trump być może chce postawić na negocjacje z Rosją i dokonać takiego podziału stref wpływów na świecie, który dałby szansę na ustabilizowanie stosunków pomiędzy mocarstwami na przestrzeni kilku dekad.
    Czy są na to szanse, wszak po końcu ery "Pax Americana" w okolicach 2005-2006, nie było na tapecie tylko sprawy powrotu Rosji do statusu mocarstwa globalnego, ale była sprawa ułożenia porządku światowego, w którym takie aspiracje wyrażają mocarstwa regionalne takie jak Brazylia, Indie, Iran a zwłaszcza rosnące szybko w potęgę Chiny.
    Dla Obamy takim rozwiązaniem miał być projekt Eurazji, skierowany przeciw Chinom.
    Nauka o potęgach i ich zachowaniu się na dużych przestrzeniach i w ciągu bardzo długiego czasu sięgającego kilku tysiącleci(poliarchia) wskazuje, że na świecie nie może istnieć
    polityczna próżnia i jeśli jakaś potęga słabnie, to siłą rzeczy na jej miejsce wchodzi inna potęga albo powstają warunki do kształtowania się nowej potęgi. Taki problem mamy z Chinami, które po upadku ZSRR i słabnącej roli USA mają warunki do budowy swojej potęgi a zważywszy na ich demografię i rosnącą gospodarkę oraz starą specyficzną cywilizację(jakże odmienną od tej amerykańskiej)mogą konsekwentnie realizować swoje zamierzenia w tym jedwabny szlak, który dałby im solidne fundamenty mocarstwowej roli w świecie.
    Pozdrawiam.
  • @Oscar 16:33:36
    "Jedynie kanapa Kukiza jest chyba Polska."
    Z naciskiem na "chyba" bo jej sztandarowa postać czyli P.Kukiz to kumpel z czasów studenckich G.Schetyny.
    W przeszłości Kukiz popierał antypolską PO i H. Gronkiewicz Waltz a podczas kampanii wyborczej przed wyborami 2015 roku, Grzesiu z Pawełkiem komplementowali się nawzajem i spijali sobie z dziubków.
    Pawełek wyrażał "oburzenie" na poczynania D.Tuska i wyrażał nadzieję, ze premierem zostanie kumpel Grzesiu.
    Zaplecze, które wspierało ugrupowanie Kukiza, to matecznik Grzesia czyli Dolny Śląsk słynny z "Układu Wrocławskiego" z Grzesiem w tle.
  • @35stan 17:15:02
    Tak, tak... z tym Kukizem to byłbym ostrożny a znam pośrednio osobiście ten cały dolnośląski układ. Pamietam jak kiedyś ktos mi powiedział, że z Grzesiem się nie zadziera bo Grzesiu potrafi "zabić" nawet po dzisiątkach lat. Taki pamiętliwiec... wic nie wróżę kariery młodym gniewnym z PO...

    Pozdrawiam
  • @35stan 17:15:02
    Tego nie wiedziałem.
    Skoro tak .. to "...z naciskiem na chyba".
    Są inne kanapy niestety wszystkie malutkie i bez dostępu do mediów czyli są systemowo zakneblowane.
  • @krzysztofjaw 18:13:49
    aaa zapomniałem że jest jeszcze wielka, ogromna ju`z nie kanapa ale wręcz galeria .. tych co uczciwie budowali PRL. To miliony inżynierów, lekarzy, budowlańców, naukowców, personelu średniego , robotników.
    Mam na myśli tych którzy w latach 80tych budowali a nie rozwalali.
    Dzisiaj oni wszyscy są "wyklęci" i nie mają głosu.
    Ich jest ponad 50% Polaków niestety nie mają na kogo głosować.
    Na liberalnych złodziei z PO nie, na przykruchtowych PISiorów nie.
    Oni by chcieli Polski socjalnej, świeckiej, pozbawionej bezrobocia, oligarchów z własną polityką zagraniczną, z dobrymi stosunkami sąsiedzkimi ze wszystkimi sąsiadami bliższymi i dalszymi.
    Oni by chcieli budować Polskę a nie tyrać dla międzynarodowego żyda.

    Niestety oni nie mają głosy zostali wyklęci przez system, zostali biała plamą na którą oficjalnie można tylko pluć.

    A to Oni są Polskim narodem i niestety razem z owieczkami Watykanu.
    owieczki Watykanu jednak służą obcym interesom (w trybie pożytecznych idiotów sterowanych z ambony)

    Polska może odzyskać suwerenność tylko wtedy gdy te dwie grupy Polaków zjednoczą siły. Ponad 50% realnych ateistów i reszta katolików, pozostałe mniejszości są liczebnie nieistotne.

    Dzisiaj Polską rządzą mniejszości (żydowskie i banderowskie) przy wsparciu globalnej mafii i lokalne owieczki Watykanu.

    Mafia wi`e jak trzymać za mordę narody nawet gdy jest w znikomej mniejszości (ale ma władze we wszystkich kluczowych instytucjach, bankach i mediach).
  • @Oscar 18:53:47
    trochę Pan przesadza. Oczywiście 50% Polaków nie bierze udziału w wyborach, ale to nie znaczy, że wszyscy to ateiści.

    Zresztą też zawsze powtarzam, że trzeba dla Polski zaktywizować tę grupę, może nie w całości bo to niemożliwe, al;e choć w części.

    Nie warto jednak być aż tak nienawistnie uprzedzonym do KK i do polskiego katolicyzmu, choć można do części oligarchów mieć duże pretensje.

    Nigdy też nie twierdziłem , że w PRL-u nie było rzesz uczciwych ludzi, pracujących dla Polski. Byli, bo bez nich nie byłoby co rozkradać przez międzynarodowe korporacje finansowo-przemysłowe, a był to naprawdę duży kąsek. Za to i tak kiedyś (choć na kartach historii) zostanie osądzony cały OS i Magdalenka wraz z Balcerowiczem, Kuroniem, Mazowieckim, Geremkiem, Lewandowskim i innymi.
    Pozdrawiam
  • @krzysztofjaw 20:14:53
    Problem w tym że do zgody narodowej potrzeba pozytywnej decyzji dwóch omawianych grup Polaków tej wierzącej i tej ateistycznej czy biernej religijnie.

    Karty rozdają rządzący czyli Solidaruchy.
    I takiej decyzji o zgodzie nie ma ..choć wyciągnięta ręka ze strony części ateistycznej jest i zawsze była.
    Natomiast strona "kościelna" zionie nienawiścią na wszystkich możliwych forach pogłębiając podziały między Polakami.

    I o to właśnie zagranicznym okupantom chodzi (dziel i rządź).
    Jak widać Polaków podzielono i strona Katolicka te podziały pogłębia, kultywuje, wykorzystuje do poprawy swojej samooceny...

    Na autorytety te części katolickiej czyli na urzędników Watykanu liczyć nie można bo oni w strukturze hierarchicznej działają w interesach Watykanu a nie narodu Polskiego.
    A Watykan za JPII był jednoznacznie członkiem siły które ograbiały i zniewalały Polskę.

    I tu nas trzymają za gardło nasi okupanci.
    To katolicy muszą się wyzwolić z okowów propagandy nienawiści którą ich autorytety zatruwają.
    Reszta narodu Polskiego czeka na otrzeźwienie katolików czyli post solidaruchów.

    Przykre ale prawdziwe.
  • @Oscar 20:26:42
    Oj tak nie jest. Ja jestem katolikiem i uczestniczę w życiu społeczno-politycznym, ale znam wielu katolików, którzy w nim nie uczestniczą. I naprawdę wiara katolicka czy ogólnie chrześcijańska nie ma tu nic do rzeczy.

    Widzi Pan. Wiara katolicka nic nikomu nie nakazuje a wprost przeciwnie ma Pan wybór. I tak naprawdę to nie katolicy (chrześcijanie) zieją nienawiścią do np. ateistów, ale ateiści do katolików. Nich Pan sporzy na te całe demoliberalne-lewackie elity rożnej maści, ze spuścizną pokomunistyczną opanowane przez idee A. Gramsciego i Szkoły Frankfurckiej. To one ziona i zwalczają katolików a nie odwrotnie.

    Więc niech Pan nie pisze bajek o jakiejs nienawiści katolików, bo to jest jakaś degrengolada umysłowa i nijak ma sie do rzezywistości.

    Pozdrawiam
  • @Oscar 18:53:47
    Pozwalam sobie jeszcze raz wkleić ten fragment o wielkiej ale na chwilę obecną wykluczonej "kanapie politycznej":

    "tych co uczciwie budowali PRL. To miliony inżynierów, lekarzy, budowlańców, naukowców, personelu średniego , robotników.
    Mam na myśli tych którzy w latach 80tych budowali a nie rozwalali.
    Dzisiaj oni wszyscy są "wyklęci" i nie mają głosu.
    Ich jest ponad 50% Polaków niestety nie mają na kogo głosować.
    Na liberalnych złodziei z PO nie, na przykruchtowych PISiorów nie.
    Oni by chcieli Polski socjalnej, świeckiej, pozbawionej bezrobocia, oligarchów z własną polityką zagraniczną, z dobrymi stosunkami sąsiedzkimi ze wszystkimi sąsiadami bliższymi i dalszymi.
    Oni by chcieli budować Polskę a nie tyrać dla międzynarodowego żyda."

    To powyższe wkleiłem, gdyż w 100% się z tym zgadzam! I niech sobie wybrzmi :)
    Ta grupa, którą wymieniłeś, to wręcz rdzeń Polski i polskości i to dlatego pewnie obecnie jest "wyklęta". A czy czasem partia "Zmiana" to nie jest próba reaktywacji tej właśnie grupy? Jeśli tak, to Piskorski siedzi za Twoje postulaty :)
    I jeszcze jedno, dlaczego tylko lata 80, moim zdaniem 70-te są równie dobre.
    Pozdrawiam.
  • @krzysztofjaw 20:14:53
    Z tej żydowskiej menażerii do osądzenia pozostali tylko Balcerowicz i Lewandowski, a i to trzeba sie pospieszyć bo Buchholzem zajmie się wkrótce wdzięczny naród ukraiński ...
  • @@@!
    http://warszawskagazeta.pl/media/k2/items/cache/5b2bcffcbd7af212a2634dd0f05a16eb_L.jpg Najwięksi sponsorzy kampanii wyborczej Hillary Clinton to Żydzi. To nie cytat z Protokołów Mędrców Syjonu, to donos izraelskiej „Haaretz”. A dla niej pisanie o żydowskiej potędze to nie antysemityzm, ale dozwolone, a nawet pożądane działanie.

    Na czele listy są George Soros, Jay Pritzker, Donald Sussman, Daniel Abraham i Haim Saban. „Piątkę” wymienił też „Washington Post” (a za nią Żydowska Agencja Telegraficzna), dodając, że chodzi o izraelsko-amerykańskich właścicieli funduszy hedgingowych i potentata przemysłu hazardowego, którzy wcześniej zasilali Fundację Clintonów, czyli pralnię pieniędzy trafiających na konta prywatne Billa i Hillary. Czy coś znaczyło, że cała „piątka” to Żydzi i wielcy zwolennicy Izraela? Czy nie żądali w zamian specjalnego traktowania? Jeden z nich, Haim Saban rzekł kiedyś: Jestem facetem jednego tematu, a tym tematem jest Izrael. Gigantyczne pieniądze fundacja otrzymała z Wall Street. Swe sakiewki otworzyło dla niej wiele hollywoodzkich gwiazd. Czy im też coś obiecała? A może to wszystko antysemickie plotki? Według „Wall Street Journal” gospodarzem fundraisingowej gali (bilet wstępu 100 tys. od łebka) była Lynn Forester de Rothschild. Osiem milionów dał Soros. Grosza nie poskąpił Steven Spielberg i jego biznesowy partner z Dream Works Jeffrey Katzenberg – każdy dał po milionie. Według „Washington Post” za 12 wystąpień przed bankierami z Wall Street Clintonowa zainkasowała 3 mln dolarów (600 tys. tylko za prelekcję dla Goldman Sachs). Nie poprzecie mnie, bo ja nie chcę waszych pieniędzy – Trump przekomarzał się z aktywistami Republican Jewish Coalition, przesłuchującymi kandydatów do Białego Domu. Każdy z nich miał swego żydowskiego przyjaciela i sponsora, dla których – jak to zgrabnie ujął Nathan Gutman z wydawanego w Nowym Jorku w angielskim i jidysz „Forward” – „rozstawili żydowski kram”. Tylko Trump, mimo że w prawyborach wysuwał się na czoło, nie miał nikogo. Brylowali Jeb Bush, Marco Rubio, Ted Cruz i Lindsey Graham. Ten ostatni obiecywał: będziecie mieli pierwszy w historii w pełni żydowski rząd. Wszyscy ze wstrętem wymawiali słowo „Trump”. Ani grosza nie dali menedżerzy funduszów hedgingowych Paul Singer i Bruce Kovner, poparcia odmówił diler samochodowy z Florydy Norman Braman i Larry Ellison z Doliny Silikonowej. Czy brak poparcia żydowskich „dobroczyńców” coś znaczył? Tylko teoretycznie, bo Trump napisał tu nowe reguły gry – w przeciwieństwie do innych kandydatów, o względy i pieniądze żydowskiej elity nie zabiegał. Miał coś, czego nie mieli faworyci Jewish Coalition – wielki i znany biznes.

    Według Żydowskiej Agencji Telegraficznej spośród pretendentów do urzędu prezydenta najbardziej powiązany z Żydami był Trump: urodził się i całe życie spędził na Manhattanie, a biznes prowadzi w nasyconym Żydami sektorze nieruchomości. W pewnym sensie jest bardziej insiderem niż outsiderem tej społeczności – jego córka, zięć i dwóch wnuków to Żydzi, a prawą ręką w biznesie jest Michael Cohen. I wreszcie, jako jedyny spośród kandydatów ma hucpę. Dla porządku przypomnijmy: mężem jego córki jest Jared Kushner, syn znanej nowojorskiej rodziny handlarzy nieruchomościami; córka Ivanka przeszła na judaizm, jest członkiem ortodoksyjnej synagogi Looksteina i przestrzega szabatu (sam Trump jest prezbiterianinem, ale – jak mówi – do kościoła chodzi tylko z okazji Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy). Nawiasem mówiąc, za Żyda córkę wydali też Clintonowie, ta jednak pozostała przy wierze ojców. W lutym 2015 r. podczas gali żydowskiego stowarzyszenia prasowego Algemeiner Trump głosił: Chcę podziękować mojej żydowskiej córce. Mam żydowską córkę (…) tego nie było w planie, ale jestem szczęśliwy, że do tego doszło. Wyraźnie nieświadomy, że nawiązuje do antysemickich stereotypów, raz po raz podkreślał swe pokrewieństwo duszy z żydowskim audytorium. Mówił o łączącym go z Żydami handlowym zmyśle, przymilał się: Chłopaki, jestem handlarzem, tak jak wy. Zapytany, jak podejdzie do rozmów Izraela z Palestyńczykami, wykręcał się: Czy nikt na tej sali nie negocjował kontraktów? Dobry handlarz wie, że przed grą w pokera nie pokazuje się swych kart. Jego wystąpienie przyjęto z rozbawieniem, ale i nieukrywaną pogardą. Gdy odmówił odpowiedzi na pytanie o status Jerozolimy, został wprost wygwizdany. Nie dotarło do niego, że audytorium nie chodziło o filosemityzm, ale o coś zupełnie innego – o bezwarunkowe poparcie Izraela. Na coś innego zwracano też uwagę w Izraelu. Według Tal Shaleva z portalu Walla, większość Izraelczyków o rodzinie Trumpa nawet nie słyszała. Co nie znaczy, że się Trumpem nie zajmowali. Wybory w Ameryce są bowiem obsesją tamtejszych mediów, mówią o nich jakby Izrael był 51. stanem USA. „Haaretz” i „Jediot Achronot” nie tyle jednak pisały o złożonych relacjach rodzinnych Trumpa z narodem wybranym, co o tym, jak zmieni relacje z Izraelem. Nie interesował ich filosemityzm Trumpa i to że wydał córkę za Żyda, ale czy zerwie porozumienie nuklearne z Iranem. „Israel Hayom” przy innej okazji pisał: Ważne, czy administracja Trumpa będzie wpierać Izrael, a kilka incydentów z molestowaniem znanych amerykańskich Żydów nie ma dla Izraela znaczenia.

    Wytoczyli przeciwko niemu wszelkie argumenty: że molestuje, że przeklina, że nie płaci podatków, że jest bogaty, że pomaga mu Putin, że chce wymienić wszystkich polityków, bo kłamią. Ale nikt nie powinien mieć wątpliwości – znienawidzili go za dwa słowa: America First. W drugiej minucie swego wystąpienia w Center for National Interest Trump zadeklarował: Głównym i najważniejszym hasłem mej prezydencji będzie Ameryka przede wszystkim. Politykę zagraniczną Obamy, Clintona i Busha, 15 lat wojen na Bliskim Wschodzie uznał za katastrofę, gdzie rozum zastąpiła głupota i klęska jedna po drugiej. Pytał: czy inwazja na Irak, interwencje w Libii i Syrii warte były amerykańskiej krwi i 6 bln dolarów? Za niebezpieczny uznał pomysł eksportowania demokracji do państw, które nie są nią zainteresowane. W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodźmy z tego biznesu. Nie zostawił suchej nitki na elicie dyplomatycznej Wschodniego Wybrzeża z obu partii: Pozbądźmy się ich i Ameryka znowu będzie wielka. A wiedzieć trzeba, że elita ta zaludniona jest głównie synami lub wnukami żydowskich uchodźców z Polski i Europy Wschodniej. Gdy rzucił hasło „America First”, na stronników „Israel First”, tych, którzy przekupili elity obu partii, media i generałów, by wszyscy lub prawie wszyscy działali w interesie Izraela, a nigdy lub prawie nigdy w interesie Ameryki, padł blady strach. Dotarło do nich, że to koniec wojen w interesie kraju, który dla bezpieczeństwa USA nie ma żadnego znaczenia, wojen w interesie arabskich satrapów płacących łapówki na fundusz wyborczy Clinton i na bibliotekę byłego prezydenta. Porzucenia hasła „America First” zażądała od Trumpa Liga Antydefamacyjna, bo przed Pearl Harbor używał go America First Committee, który powołał Charles Lindbergh, sympatyk nazistów, a jego retoryka pełna była antysemickich stereotypów o zagrożeniu, jakie stanowią Żydzi dla USA z uwagi na ich wpływy w przemyśle filmowym, radiu, prasie i rządzie.

    Od kilku dekad Ameryką rządzą na przemian dwa nurty – liberałowie i neokonserwatyści. Przy czym „konserwatyzm” neokonserwatystów sprowadza się do skrajnej postawy proizraelskiej oraz zapalczywości w awanturach na Bliskim Wschodzie. Neokonów, bo tak się ich nazywa, nie interesują konserwatywne wartości. Ich interesuje ich Izrael. Dochodzą do tego, typowe dla trockizmu, inklinacje sekciarskie. Bo wiedzieć trzeba, że określający się tym mianem politycy, którzy dokonali wrogiego przejęcia ruchu konserwatywnego, przez prawdziwych konserwatystów zwani są neotrockistami, bo tak jak Trocki dążą do światowej rewolucji pod płaszczykiem szerzenia postępu i demokracji. Prawdziwi konserwatyści niechętni byli amerykańskiemu zaangażowaniu w świecie, krytykowali „republikanów Rockefellera”, czyli finansową elitę o lewicowych poglądach, dla których wolny rynek to lichwa, a wolności obywatelskie to sodomia. Wśród neokonów jest tak dużo Żydów, że nazwa ta odbierana jest jak antysemicka obelga, a neokonserwatywne postulaty – jak cytaty z Protokołów Mędrców Syjonu. Eric Edelman, z-ca sekretarza obrony z czasów Busha jest autorem słów: Nienawidzę terminu neokonserwatysta, bo w wielu kręgach to grzeczne określenie Żyda. Bazę neokonserwatystów, czyli w gruncie rzecz ateistów-syjonistów, poszerzają tzw. chrześcijańscy syjoniści, tj. ewangelicy wierzący w umocowane w Biblii prawo Izraela do całej Palestyny. Należą do nich Świadkowie Jehowy, tj. hybryda judaizmu i chrześcijaństwa, którzy napędzali kampanię wyborczą Teda Cruza. Wszyscy, poza Trumpem, wydawali się wierzyć, że droga do Białego Domu prowadzi przez odkurzenie polityki Busha. Wszyscy na podium wyborczym krzyczeli: podrzeć porozumienie z Iranem, zbombardować Asada, więcej broni dla Kijowa. Tryumf Trumpa to nie tylko kłopot demokratów. To także kłopot neokonserwatystów, bo oznacza dalszą banicję na politycznej Syberii i pogrzebanie szansy wyjścia z politycznego niebytu. W czasach Busha byli u szczytu władzy, okupowali Biały Dom, Pentagon i wpływowe think-tanki, odegrali pierwszoplanową rolę w inwazji na Irak. Na jej temat Trump wyraził się jasno: Była wielkim, wielkim błędem. Nigdy w Iraku nie powinniśmy się znaleźć. Kłamali, że jest tam broń masowego rażenia. Nie było jej i wiedzieli, że jej tam nie ma. Wypowiedź ta neokonom mówiła wszystko.

    Podczas kampanii wyborczej podłączyli się pod Jeba Busha, a potem Marco Rubio, upatrując w nich najlepszą szansę na odbudowę wpływów. Do ekipy Rubio weszła ich cała zgraja. Ale Rubio w prawyborach przepadł. Wykopał go renegat Trump, a to nie jest dobre dla Izraela, ani dla Żydów – pisał w „Forward” Nathan Guttman. Zaczęli myśleć o czymś nie do pomyślenia. Elliott Abrams głosił: Nigdy nie zagłosuję na Trumpa. Eliot Cohen, dyplomata Busha (który według Politico mobilizował neokonserwatystów do podpisania manifestu „Never-Trump”) diagnozował: Hillary jest mniejszym złem. Paul Wolfowitz zgryźliwie wypominał: Trump z uznaniem wypowiada się o Saddamie Husajnie, bo zabijał terrorystów i robił to dobrze. Robert Kagan lamentował: Jedyną opcją jest głosowanie na Hillary. Kagan to czołowa postać klanu-rodu waszyngtońskich neokonów. Należy do niego Victoria Nuland, ta sama, która rozrabiała na Majdanie, i ta sama, która stała za obaleniem Kadafiego i zbrojeniem dżihadystów w Syrii. Do obozu „Never Trump” przyłączyło się 116 weteranów administracji Busha. Co ich przestraszyło (poza tym że Trump nazwał ich generałami, którzy przegrali wszystkie wojny)? Zapowiedź, że będzie neutralnym pośrednikiem między Izraelem i Palestyńczykami (tak jak Carter w Camp David), że ułoży się z Putinem (tak jak Nixon z Breżniewem i Mao Tse-tungiem), że nie wyruszy z nową krucjatą na Bliski Wschód i że nie będzie przeszkadzał Putinowi w bombardowaniu Państwa Islamskiego. Swoje w Fox News dorzucił Newt Gingrich: Establishment jest przerażony, bo Trump nie należy do tajnego stowarzyszenia i nie bierze udziału w jego rytuałach.

    „Nadchodzą ciężkie czasy” – taka zmora musiał majaczyć się większości amerykańskich Żydów, gdy budzili się 9 listopada z wielkim powyborczym kacem – pisał „Forward”. Mimo różnic z Obamą co do Iranu, Żydzi nigdy nie mieli prezydenta tak bliskiego ich wizji świata i ich jestestwa. Obama nie tylko promował, ale ucieleśniał wizję społeczeństwa wielokulturowego i liberalne idee propagowane przez amerykańskich Żydów. Żydowską kulturę i Yiddishkeit znał i rozumiał lepiej niż jakikolwiek poprzedni lokator Białego Domu. Żartowali, że z reformowanym judaizmem różnią go jedynie dni obchodzonych świąt. Przez większość Żydów postrzegany był jako „mensch”. Za jego prezydentury Żydzi sięgnęli szczytów swej akceptacji i zakorzenienia w amerykańskim mainstreamie, a bycie amerykańskim Żydem stało się hip i cool. Żydowską idyllę przerwał brutalnie wybór Trumpa. Zimny prysznic wzmocniło jego zaplecze wyborcze w postaci aktywistów „alt-right” (alternatywnej prawicy), którzy regularnie potępiali światowe gremia finansowe zdominowane przez Żydów. Co prawda Trump zdystansował się od – jak nazywały ich żydowskie media – heteroseksualnych białych chrześcijańskich mężczyzn, obawiających się, że ich wnuki staną się znienawidzoną mniejszością we własnym kraju, ale zrobił to pod przymusem. W opisie Chemi Shalev z „Haaretz” liderzy i żydowskie kongregacje religijne odebrały zwycięstwo Trumpa jako narodową katastrofę. W synagogach całej Ameryki zapanowała atmosfera żałoby, lały się łzy. Z dnia na dzień z insiderów stali się outsiderami – w większości głosowali na Clintonową, a neokonserwatywna elita zdystansowała się od Trumpa i nie będzie w przyszłej administracji odgrywać żadnej roli. Poglądy wyznawane przez Trumpa są diametralnie sprzeczna z żydowskimi. Do Białego Domu wniesie nacjonalizm, poglądy rasistowskie, teorie spiskowe, myzoginizm, islamofobię i faszyzm – alarmował rabin Jonah Dov Pesner.

    Jest wiele sposobów na wywołanie zachwytu żydowskiego audytorium, np. poruszanie takich, drogich Żydom, tematów, jak bezwarunkowe poparcie i zobowiązanie do zwiększenia pomocy dla Izraela, stronniczość w rozmowach z Palestyńczykami, uznanie Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego. Trump wszystkie zignorował. Zamiast tego uciekał się do metafor o Żydach owładniętych obsesją na punkcie pieniądza. Gdy złożył deklarację, że zawsze na pierwszym miejscu stawiał będzie interesy USA i przebąkiwał o neutralnym podejściu do bliskowschodnich konfliktów, już nazajutrz pojawiły się karykatury Trumpa z hitlerowskim wąsikiem. Bo dla Żydów „neutralność”, a nie pełne i bezwarunkowe poparcie dla Izraela, to zakamuflowany antysemityzm. Jeśli Trump znowu zrobi Amerykę wielką, to kosztem Izraela (...) Izrael potrzebuje prezydentów, którzy wychwalają go jak tylko można często i głośno. Mr. Trump nie oferuje nic z tych rzeczy – lamentował Shmuel Rosner w „New York Times”. Dla Chemi Shalev z „Haaretz” wiara, że prezydent, który nastąpi po Obamie będzie lepszy dla Izraela, zanika z każdym dniem, a strategia, że Partia Republikańska jest warownią Netanjahu, wali się jak domek z kart. Trump przyciągnął do siebie niewykształconych wyborców białej klasy robotniczej, wyalienowanych z ekonomicznego i politycznego systemu. Nie wiemy, jakie mają poglądy na Izrael, ale jeśli wyleźli z Dzikiego Zachodu, aby głosować na Trumpa, bo obiecał im pracę, to mogą nie polubić kosztownego pakietu pomocowego dla Izraela – lamentował Jonathan Guttman.

    Linie podziałów politycznych w naszym kraju mają ponadnarodowy lub, jak kto woli, etniczny charakter, a relacje z Ameryką to stosunki polsko-żydowskie, a nie polsko-amerykańskie. I to, kto urzęduje w Białym Domu i co mówią o nim Żydzi, ma znaczenie. Na działaczy PiS-u Trump działał jak czerwona płachta na byka. Wzbudzał w nich, na przemian, potępieńcze tyrady i życzenia klęski. Szczególnie osobliwe głosy pojawiały się na łamach „Gazety Polskiej”. Dla jednego z jej dziennikarzy sukces Trumpa to perspektywa prezydentury „amerykańskiego Leppera”. PiS to duplikat waszyngtońskich neokonserwatystów w Polsce, a szczyt marzeń naszych neokonów, dla których gotowi byli poświęcić wszystko, to USA na ścieżce wojennej z Rosją, zaś zwycięstwo Trumpa to koszmar, bo trudno będzie wojować z Putinem w „strategicznym partnerstwie” z lilipucią Litwą i zbankrutowaną Ukrainą. Zwycięstwo Trumpa oznacza dla PiS-u utratę gruntu pod nogami, bo Trump spadku po neokonserwatystach nie przejmie. Słowa Trumpa: Najpierw zadbamy o nasz kraj, zanim będziemy się przejmować wszystkimi innymi, wystraszyły nie tylko waszyngtońskie elity. Przeraziły także te nad Wisłą. Przed Polską rysuje się nowa koniunktura i z Trumpem trzeba się ułożyć. Szkopuł w tym, że po naszej stronie do rozmów z nim zasiądą ci, którzy przejmują się wszystkimi innymi, a nie własnym krajem. Gdy Waszczykowskiemu zadano pytanie, czy ma swojego człowieka w sztabie Trumpa, odpowiedział bezradnie: Z tego co wiem, tam są Polacy, związani z Polonią. Trzeba będzie natychmiast uruchamiać wszystkie kanały. Szkopuł w tym, że jego kanały to Applebaumowie, a jego Polonia to Schnepf. Autor: Krzysztof Baliński
  • @kula Lis 66 18:49:07
    Zycie Kolego . Komentował nie będę . Ave.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej